Niedawno zawitał do mnie studyjny „rodzynek”. Szwajcarski rodowód obiecuje wiele. Jak będzie naprawę, przekonacie się wkrótce w testach bez cenzury. Dystrybutor maksymalnie utrudniał wypożyczenie sprzętu na odsłuch ale Szymonfaber ma swoje sposoby i specjalnie dla Was zdobyłem egzemplarz testowy.

Merging NADAC to zgrabne pudełeczko z aluminium o zaokrąglonych krawędziach, przetwornik ma wbudowaną regulację głośności oraz obsługę roon audio, niestety wyłącznie poprzez podpięty doń komputer. To samo dotyczy najlepszej opcji podłączenia jak chodzi o jakość grania czyli protokół Ravenna (do tego celu używamy dołączony kabel LAN). Musimy skorzystać z zewnętrznego komputera i firmowego oprogramowania. Połączenie poprzez dostępne z tyłu gniazda cyfrowe „elektryczne” skutkuje gorszą jakością brzmienia. Urządzenie jest dość lekkie, przyczynę tego stanu rzeczy odkryjemy po zaglądnięciu do środka. Wewnątrz znajdziemy ciekawy widok. Zacznę od zasilania ponieważ jest ono podstawą każdego wysokiej klasy sprzętu audio. Napomknę, że wspomniany „hi end” kosztuje kilkadziesiąt tysięcy złotych! W internecie znalazłem ceny na poziomie 50 000zł. Toż to cena dCS BARTOK! Otóż w pierwszej chwili nie wiedziałem gdzież kryje się zasilacz. Dotarłem do niego po kablach zasilających. Po odkręceniu aluminiowej osłonki moim oczętom ukazała się popierdółeczka wielkości kilku paczek zapałek z jednym mikro kondensatorkiem i mikro transformatorkiem. Całość w najbardziej śmiecącej technologii impulsowej za 5-10$. Takie „rarytasy” można odnaleźć w dvd i blu ray za 199zł brutto. Resztę urządzenia stanowi przeszczep ze studyjnej i dużo tańszej wersji przetwornika Hapi, konkretnie zastosowano tą samą kartę (płytę główną) z logiką programowalną Xilinxa. Widać, producentowi nie chciało się lutować więc postanowił połączyć ową kartę na tzw partyzanta, zwykłymi kablami i taśmami komputerowymi. 2 porty nie zostały w ogóle podłączone, widać nie były potrzebne 🙂 Bonusem są wszędobylskie „gluty” z kleju, które mają utrzymywać wtyczki i kabelki na miejscu. Udało się to połowicznie ponieważ przezroczysty światłowód to… Przedłużka światełka z diody zainstalowanej na zielonej karcie, która wypada po dotknięciu. Do czego służy port worldclock nie zdołałem ustalić. Na karcie nie został podłączony!

Czerwona płytka to sekcja układów wej/wyj z zainstalowanym przetwornikiem ESS SABRE 9008S, po jednej kości na kanał. To dość leciwa wersja przetworników ESS SABRE znanej z amplitunerów KD. Widać większość nakładów poszła w obudowę.

Na początek uwagi kilku słuchaczy i wnioski z odsłuchów:

„Nadarzyła się okazja do przetestowania Nadac’a w szerszym gronie w dobrze znanym systemie i akustyce… podczas testu jako transportów używaliśmy Esoteric’a P01 (AES/EBU), dCS Network Bridge (AES/EBU) oraz komputera ( Ravenna AES67), reszta systemu to monobloki Amplifona SET140 oraz kolumny Ethos Ultimo S16hz. Sparing partnerzy do testów/porównań to cała rodzinka dCS: Vivaldi, Rossini, Debussy… dosyć mocni zawodnicy ale też wiele sobie obiecywaliśmy po Mergingu więc z byle czym porównywać nie mieliśmy zamiaru.

Niestety dźwięk zawiódł na całej linii….przede wszystkim brak dynamiki, połączony z bardzo jednostajnymi nie zróżnicowanymi skrajami pasma i słabą sceną sprawiał, że po kilku utworach odchodziła jakakolwiek chęć słuchania muzyki. Próbowaliśmy się doszukać jakiegoś pierwiastka „studyjności” w tym urządzeniu w postaci dobrego wglądu w nagranie, separacji czy dobrego detalu, niestety wszystko „kulało”. Być może punkt odniesienia ( dCS’y) był poza zasięgiem tego przetwornika i powinniśmy porównać go z jakąś tańszą konkurencją (jak wiadomo punkt widzenia zależy w dużej mierze od punktu odniesienia). Jednego Nadac’owi nie można zarzucić….jest bardzo gładki i bark w nim ostrości ale w połączeniu ze słabą dynamiką przez to również i życia w muzyce…natomiast każdy z dCS’ów (mimo że różnią się miedzy sobą bardzo wyraźnie) zagrał gładko, jednocześnie dynamicznie i nośnie ze świetną sceną i wglądem w nagranie oraz ogromną ilością detalu, który kompletnie nie męczył nawet przy koncertowych poziomach głośności….”

Nic dodać nic ująć. Największa zaleta to wysoka gładkość przekazu, oraz dość relaksujący charakter brzmienia. Producent dobrze zamaskował ostry i twardy charakter kości SABRE. Przyzwoitej jakości jest zastosowana regulacja głośności. Na tym niestety zalety się kończą. Przekaz pomimo gładkości jest niedostatecznie dociążony, brakuje barwy i wypełnienia na średnicy. Wysokie tony są „stępione” brak im rozświetlenia, nośności i blasku. Scena dość mocno rozmazana oraz spłycona. Bas taki jak zasilanie, brakuje energetyki, kontroli i dociążenia. Urządzenie spisze się poprawnie jedynie z barwnymi komponentami towarzyszącymi o znakomitej rozdzielczości. Notoryczny brak dynamiki predysponuje je do spokojnych klimatów muzycznych. Wartość soniczną oceniam na 3-5kzł. W zakresie basu i dynamiki stary Parasound za 1500zł nie pozostawił na nim suchej nitki.

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.