Po przetestowaniu referencyjnego, ekstremalnie drogiego przedwzmacniacza Gryphon Pandora za 127 000zł oraz Danish Audio Design PRE75 za 90 000zł przyszedł czas na topowy model Densena B-275 SuperLeggera za “jedyne” 33 000zł. Jak wypadnie w starciu z droższymi zawodnikami oraz na tle topowego dCSa Vivaldi przekonacie czytając poniższą recenzję.

Najwyższy model przedwzmacniacza Densena w ofercie to urządzenie mało znane na naszym rynku. Marka jest kojarzona raczej z tańszymi wzmacniaczami zintegrowanymi typu DM10 lub B100. Preamp to zestaw dzielony, zawierający solidny zasilacz oparty o 3 transformatory toroidalne i pokaźną baterię kondensatorów. Układy wzmocnienia, regulacji głośności i stabilizacji napięć znajdują się w drugiej obudowie. Całość łączymy za pomocą 3 par kabli zasilających. Urządzenie wygląda jak wykute z jednego bloku aluminium ale w rzeczywistości jest bardzo lekkie. Zestaw waży tylko 9kg. Minimalistyczna forma z niezbyt czytelnym wyświetlaczem przypadła mi do gustu. Prostota i schludność wykonania. Złącza z tyłu mogłyby być lepszej jakości ale w tej cenie nie będę narzekał. Pilot to dobrze znany fanom marki Gizmo, poręczny i pasujący charakterem do zestawu tego producenta.

Brzmienie:

Mając w pamięci starsze urządzenia tej marki spodziewałem się lekkiego ocieplenie i spowolnienia. Nic bardziej mylnego B-275 to urządzenie blisko brzmienia studyjnego ale raczej po tej chłodniejszej, cyfrowej stronie. przywodzi na myśl raczej zimne norweskie fiordy niż gorące plaże Teneryfy. Densen jest powściągliwy w przekazywaniu głębszych emocji. Dźwięk jest poprawnie kreowany, scena posiada niezbyt spektakularną głębokość, dalsze plany są troszkę rozmyte. Szerokość sceny i separacja instrumentów na dobrym poziomie. Wielkość artystów i ulokowanie w wirtualnej przestrzeni sceny muzycznej prawidłowe. Bas dziarski, ochoczo zabiera się do pracy. Brakuje mu jednak masy i brutalnej siły, niezbędnej w wielu gatunkach muzycznych. Przedwzmacniacz stara się grać głównie średnim i wyższym podzakresem basu, niższy zakres Densen potraktował nieco po macoszemu. Środek prawidłowo zespolony z basem, gładki o nieco aksamitnym charakterze. Ewidentnie wyczuwalny zbyt skąpy wolumen barw instrumentów i wokali. Brakuje nasycenia niższego środka. Ponownie dźwięk jest poprawny i nic więcej. Całość lekko matowa i szarawa zabija przyjemność obcowania z muzyką live. Niby wszystko jest poprawne ale treść muzyczna nie potrafi przebić się do serca, osoby łaknącej wyższych doznań sonicznych. Selektywność i rozdzielczość średnicy stoi na dobrym poziomie. Wyższy środek płynnie przechodzi w nieco przybrudzoną górę pasma. Muszę przyznać, że zamysł konstruktora (o ile to było celowe) został spełniony. Góra świetnie pasuje do sygnatury reszty pasma. Wysokie tony po prostu są obecne. Jest wystarczająca separacja, jest umiarkowana rozdzielczość, jest przyzwoity wgląd w nagranie i oddanie skali głośności ale realizmu brakuje. Dźwięk góry jest gładki, lekko spolerowany niestety z syntetyczną nutą i szarym nalotem. Brak barwy to podstawowa wada. To jak obraz w wyblakłej tonacji kolorystycznej lub niezbyt doprawione danie. Jak jesteś głodny to zjesz ale w pamięci nie zostanie.

Jestem mocno rozczarowany brzmieniem tego przedwzmacniacza. Budowa i wieloletnie doświadczenie wskazywało na obiecujący produkt a otrzymałem poprawny do bólu element systemu, któremu ewidentnie brakuje umiejętności przekazywania emocji. Słuchanie tego Densena to jak życie bez słodyczy…

Dane techniczne:

Wejścia liniowe: 6
Wyjścia liniowe (PreOut): 4
zasilanie: 3x20VA
THD + Noise @ rated output: Less than 0.05%
Pasmo przeniszenia (+0 -3db): 2-500.000Hz
Waga: 9 kg
Wymiary (WxDxH): 440x310x64mm

2 komentarze

  1. Pamiętam mojego Densena DM10 na złotych gałach, który grał z Dali 450 po modzie, czyli moje początki w audio rok 2000…. Bardzo dobry wzmacniacz i fajne czasy, miło się wspomina 🙂 kumpel ze studiów miał Beat’a 100 i Esy Ostinato2, moje dwa referencyjne zestawy z czasów młodości 🙂

    Tomek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.