Tym razem przyszła kolej na “włoską robotę” z dopiskiem – Handcrafted made in Italy. Czy za pięknym wykonaniem obudowy w połączeniu z włoskim poczuciem gustu i estetyki idzie również wysoka jakość brzmienia?

Wprowadzenie

Unison Research to firma, która na rynku audio jest obecna od 1987 roku i przede wszystkim rozpoznawalna z wytwarzania wzmacniaczy lampowych oraz hybrydowych. Charakterystyczny design w postaci łączenia elementów drewnianych i metalowych do wykończenia obudowy stał się niejako znakiem rozpoznawczym manufaktury z Włoch. W latach 90 miałem okazje posłuchać modelu Simply Two i w pamięci pozostał stereotypowy charakter brzmienia wzmacniacza lampowego utrwalony w tamtych latach. Nasycona barwami średnica, wokale z dużym ładunkiem emocjonalnym i może nie porywająca dynamika, ale wciągające i równe granie . I chyba o podobnym charakterze brzmienia twórcy planowali skonstruować opisywany model. A dedykacja do wzmacniaczy lampowych najlepiej UR potwierdza przypuszczenia. Nie śledziłem uważnie do tej pory oferty Unison Research, więc byłem przekonany jeszcze do niedawna, że UR to tylko wzmacniacze lampowe. A tu niespodzianka w postaci produkcji zestawów głośnikowych i co interesujące dość nietypowych, żeby nie powiedzieć egzotycznych. I mam tutaj na myśli nie koniecznie Max 2, który jest ciekawy konstrukcyjnie, aczkolwiek nie tak oryginalny jak przede wszystkim model Malibran. Ta oryginalność to przede wszystkim liczba zamontowanych przetworników i to wcale nie byle jakich i dodatkowo jak wspomniałem w ilościach hurtowych. I tak chociażby niskotonowe to Seas’y, średnica to również Seas, tyle że ze stożkiem magnezowym, natomiast wysokotonowe to między innymi Scan Speak seria 9000. Myślę, że po wymontowaniu wszystkich przetworników można by na ich bazie zbudować dodatkowo z 3 pary kolumn. Z Malibranem rozprawi się Szymon w serii testów Euro 2020, ja natomiast miałem okazję bliżej obcować z opisywanym Max 2.

Budowa

Kształtem obudowy Unison Research Max 2 zdecydowanie wyróżnia się od standardowych wąskich i smukłych zestawów głośnikowych. Mnie kształtem w pierwszej chwili skojarzyły się z piecykami gazowymi, a konkretnie z takimi gdzie w obudowę o podobnym kształcie i gabarytach wstawia się butlę 11 kg na gaz propan-butan, tyle że w tym wypadku bardzo ładnie wykonaną. Moja uwaga nie ma na celu zdyskredytowania projektu, zwłaszcza gdy weźmie się pod uwagę zastosowane przetworniki. Rzut oka na głośnik niskotonowy i już staję się oczywiste, że przy takiej wielkości przetwornika inne gabaryty obudowy są mało prawdopodobne.

Obudowa Unison Research Max2 jest wykonana z 25-milimetrowego MDF, który jest wykończony naturalnym fornirem. Przednia ścianka ma grubość 30 mm i podobnie jak góra skrzyni jest oklejona materiałem imitującym naturalna skórę. Coś na wzór wszystkim audiofilom znanych i cenionych Sonus Faber. Skrzynia ma wewnętrzną objętość 130 litrów i jest wentylowana przez pojedynczy prostokątny port bass-reflex znajdujący się na dole przedniej ścianki. Sama jakość wykonania obudowy jest bardzo staranna i precyzyjna, a pięknie położony fornir potęguje wrażenie obcowania z produktem z wysokiej półki. Wspomniany głośnik nisko- średniotonowy o średnicy 381mm z informacji jakie uzyskałem jest wytwarzany we Włoszech. Membrana, to mieszanka drewna i włókna węglowego, natomiast zawieszenie tego przetwornika wykonane jest z tkaniny bawełnianej i poliestru. Przy delikatnym uciskaniu membrany sam resor zawieszenia wydał mi się zaskakująco sztywny jak na wykonanie ze wspomnianej mieszanki. Za górę pasma odpowiada wysokotonowy przetwornik kompresyjny o średnicy 35mm w postaci aluminiowej membrany napędzanej magnesem neodymowym. Tuba jest odlana z formowanego poliuretanu. I podobnie jak niskotonowiec również produkowany we Włoszech. Dwukierunkowa zwrotnica jakością nie powala, ale po dnie też nie szoruje. Znajdziemy więc w tym budżecie standard: cewki rdzeniowe jak i powietrzne, kondensatory Mundorfa i nie za drogie rezystory MOX.

Brzmienie

Pierwsze dźwięki jakie wydobyły się z Max 2 od razu przywołały w pamięci traumatyczne przeżycia sprzed dwudziestu lat. Mój pokój dzienny, który był nieźle wytłumiony i zaadaptowany akustycznie jak na kompromis gdzie trzeba jak w wielu domach łączyć funkcje mieszkalno-muzyczne przeszedł gruntowny remont i takie naturalne absorbery jak grube zasłony, dywan, półki z książkami itp. ustąpiły miejsca gołym ścianom i dużym powierzchniom szklanym w postaci okien i drzwi balkonowych. Efekt nie trudno sobie wyobrazić. Mimo przyjemnie brzmiącego zestawu audio w poprzednich warunkach akustycznych, dającego równe i relaksujące brzmienie, po remoncie pierwsze odsłuchy skończyły się finalnie ponad półrocznym rozbratem ze słuchaniem muzyki. I to właśnie te traumatyczne wspomnienia wróciły przy pierwszych dźwiękach wydobywających się z Max 2.

W materiałach firmowych kolumny te są również dedykowane do aplikacji w kinie domowym. I bez zbytniej złośliwości w mojej ocenie w najbardziej optymistycznej wersji na tej dedykacji bym pozostał. Na tle reszty testowanych w tej grupie kolumn w zakresie przetwarzania dołu pasma nie polecałbym Max 2 ani fanom obfitego basu, ani miłośnikom kina domowego, nie wspominając o ortodoksyjnych audiofilach. Pomijając takie aspekty muzykalnego brzmienia jak homogeniczność, gładkość, barwa, bardzo ważna też jest rytmiczność na basie. Niestety jakość basu w Max 2 jest dla mnie rozczarowaniem. Bas ma wyraźne rezonansowe zabarwienie, obecne w większości nagrań. Impulsy wybrzmiewają dość długo spowalniając rytm. Przy odsłuchu wystąpiły ewidentne problemy z różnicowaniem barw gitary basowej i bębnów. Oba instrumenty się zlewały. W małych składach bas miał jeszcze coś do powiedzenia, natomiast przy większym spiętrzeniu instrumentów wszystko się zlewało.

W wyższych rejestrach dość szybko zauważalna stała się kliniczność. Sopran miał może czystą, ale sterylną barwę. Próba odtworzenia Edith Piaf „Non, je ne regrette rien”, to lawina szklistości i sybilantów. Dźwięki transjentowe były ostre i przenikliwe. Po pewnym czasie jednostronność barwy stała się dla mnie trochę nużąca i co najgorsze męcząca. Niestety podsumowanie tego zakresu mało zachęcającym stwierdzeniem: góra zapiaszczona, nie będzie zbytnią przesadą. Myślę, że określenie “pustynna burza” dobrze oddaje moje odczucia.

Najciekawszą częścią pasma jest średnica, niestety zdecydowanie wypchnięta do przodu i z nienaturalnymi proporcjami instrumentów. Na płycie Mr. Jelly Lord Standard Time vo.l 6 klarnet był wielkości hipopotama. Dla mało doświadczonego słuchacza taka prezentacja tego zakresu może sprawiać wrażenie brzmienia żywego, namacalnego, sprawiającego poczucie dużego realizmu. Przy tak eksponowanej średnicy i męczących wysokich tonach słuchacz czuje się przytłoczony ścianą dźwięku będącego zaprzeczeniem muzykalności. Mimo tak wypchniętej do przodu sceny przejrzystość i separacja instrumentów była nie najlepsza nawet przy tak niewielkiej ilości instrumentów jak w przypadku Antonio Forcione Quartet „Heart Beat”. Przy bogatych aranżacjach instrumenty były nawet czytelne, ale do prawidłowego odtworzenia niuansów i zróżnicowania brzmień zabrakło naturalności barwy. Definicja akustyki, głębi i powietrza między instrumentami była poza możliwościami Max 2. Walory dynamiczne, rytmiczne nie wyróżniają specjalnie Unison Research spośród testowanych zestawów. Gradacja dynamiki zarówno w skali makro jak i mikro jest przeciętna. Kompleksowo kolumny pozostawiły mało korzystne wrażenia. Trudno również doszukać się jakiś szczególnych zalet. Podsumowując można zastosować stary i bezpieczny wybieg znany z czasopism audio i polecić… osobisty odsłuch.

Podsumowanie

Zastanawiałem się do jakiej docelowej grupy słuchaczy producent kieruje testowane zestawy? Mimo dużych chęci nie udało mi się znaleźć takich aspektów brzmienia, które pozwoliłyby doszukać się w takiej prezentacji brzmienia cech jakiejś przemyślanej koncepcji. Czytając powyższy opis brzmienia Max 2 można dojść do wniosku, że te kolumny są totalnym nieporozumieniem. Tak dramatycznie nie jest, ale w grupie testowanych zestawów głośnikowych jest to na pewno produkt zdecydowanie najsłabszy. Ja sklasyfikowałbym Unison Research jako przeciętnej jakości hi-fi o cenie nieadekwatnej do proponowanych walorów brzmieniowych i przede wszystkim bez aspiracji do miana sprzętu audiofilskiego. Nawet jeżeli Max 2 skupiają się głównie na przyciąganiu uwagi słuchacza w zakresie średnicy, to przynajmniej powinno się szukać spójnej filozofii brzmienia wypracowanej w produkowanych pod szyldem Unison Research wzmacniaczy lampowych. Niestety producentowi nie udało się nawet w minimalnym stopniu przenieść do brzmienia tych głośników takich aspektów jakie prezentują ich wzmacniacze lampowe. Mam tutaj na myśli przede wszystkim muzykalność, równowagę tonalną czy namacalność przekazu. A tutaj spotykamy się z zaprzeczeniem słuchania muzyki jako kwintesencji przyjemności i relaksu. Natomiast udało się sprawić, że mój pierwszy odsłuch testowy tych głośników zakończył się szybciej niż to planowałem, bo już po 30 minutach. Już kiedyś pisałem, że do każdego grania można się po godzinie przyzwyczaić, ale w tym wypadku było to wyjątkowo trudne. Firma Unison Research w modelu Max 2 wykoślawiła swoją filozofię brzmienia wyznaczonych przez wzmacniacze lampowe.

Mephisto

Dane techniczne:

Pasmo przenoszenia: 30 – 20000 Hz

Impedancja; 8 Ohm

Efektywność: 96 dB

Zalecana moc wzmacniacza: 10 – 200 W

Wymiary: 101cm x 43,5 x 54 cm

Waga: 60 kg sztuka

Cena: 31 999zł

9 komentarzy

  1. Jak duże było pomieszczenie odsłuchowe i z jaką elektroniką ( wzmacniacz ) grały? Miałem okazję dłużej obcować z tymi głośnikami z lampową elektroniką Audio Note i mam zupełnie inne spostrzeżenia.

    Michał
    1. Pomieszczenie 30m. Zdecydowana większość testu naprzemiennie Sansui B2103 i Gryphon Essence. Przez kilka godzin również Pass Aleph 4. Dostarczony przez dystrybutora i sugerowany do tej kolumny wzmacniacz lampowy Synthesis A 100 Titan okazał się największym rozczarowaniem. Eksponował wszystkie największe mankamenty Max 2. Potęgował do monstrualnych rozmiarów środek pasma, grał mocnym pogrubiony i dynamicznym basem, co powodowało jeszcze większe problemy z kontrolą tego zakresu i dodatkowo lampy KT66 w topologii tego wzmacniacza osuszały wysokie tony co dopełniło karykaturalnego efektu w tym zestawieniu.

      Mephisto1
  2. Patrząc na pochodzenie tej firmy i to że wyrosła ze wzmacniaczy lampowych Może się okazać że ten horn jest w stanie pracować tylko z lampą. przypomniały mi się moje doświadczenia z vintage Altecami które były niezwykle wymagające co do wzmacniacza i źródła jak ten dobór nie był właściwy to płynęła krew z uszu

    MaciekP
  3. Każdemu z nas co innego się podoba, to tak jak z kobietami, jednemu podobają się brunetki, drugiemu blondynki a trzeciemu rude itd, Propnuję jednak trochę pokory – Bertrand Russell powiedział ” to smutne, że głupcy są tacy pewni siebie, a ludzie mądrzy, tak pełni wątpliwości ” dla mnie grają w moim systemie, dodam jeszcze raz dla mnie bardzo dobrze i dla mnie to nie jest bubel, wiem że komuś mogą nie odpowiadać, ale jest to subiektywna ocena, nie warto słuchać malkontentów, którzy nie mają 30 tysięcy na głośniki i zawsze będą marudzić, warto udać się do najbliższego salonu , jeżeli jesteśmy zainteresowani zakupem tego typu kolumn i samemu ocenić słuchając ich, dobrej nocy, sami decydujemy co nam się podoba , a co nie.

    Anonim
    1. Panie Anonim, miałem okazję poznać kolumny Max2 Unisona. Na tle testowanej stawki i nie tylko. To dźwiękowy koszmarek. Nie wiem jak wykoślawiony system trzeba złożyć aby dało się ich słuchać ale z pewnością nie mieści się to w naszej redakcyjnej głowie. W kwocie 30 000zł to z pewnością jedna z najgorszych propozycji jakie znamy. Nasi czytelnicy muszą wiedzieć, że to delikatnie mówiąc kontrowersyjny produkt ale zachęcamy do własnej oceny i odsłuchu. Może istnieje jakiś fan tego typu prezentacji.

      Szymon

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.