Wykonanie:

Harbeth z serii 40.1 to dość ciężkie i duże monitory przeznaczone raczej do większych pomieszczeń 20m2+. Kolumny są dość masywne, oklejone starannie średniej klasy fornirem, posiadają maskownicę wciskaną w wyfrezowany otwór. Materiał maskownicy rozpięty jest na stalowej ramce. Całość ma klasyczny wygląd, nieco trącący myszką. Bryła jest duża i kanciasta co niektórym może przeszkadzać w mniejszych pomieszczeniach.

Ewidentnym minusem, niedopuszczalnym w kolumnie za kilkadziesiąt tysięcy złotych są widoczne wkręty typu “gips karton” na przedniej ściance oraz wkręty do drewna straszące z tyłu. Poprzez najtańsze otwory bas reflex wyziera watolina z wnętrza obudowy. Gniazda przyłączeniowe za kilkanaście złotych spotykane w najtańszych konstrukcjach, zamocowane bezpośrednio do ścianki. Producent nie przewidział podłączenia w bi i tri wire. Obudowa wewnątrz wytłumiona białą gąbką tapicerską oraz kawałkiem maty bitumicznej. Okablowanie firmy Van Damme po kilka zł mb. Zwrotnice rozbudowane z dużą ilością komponentów, strasznie podłej jakości. Cewki rdzeniowe, najtańsze rezystory ceramiczne po 1zł i kondensatory po kilka zł/szt. Głośniki średnio i niskotonowe to konstrukcje no name, zlecone przez producenta firmie, której nie ujawnia. Kopułka wysokotonowa to Seas T25C003 z dodaną siateczką ochronną za niecałe 500zł w detalu. Co gorsza w nowszym modelu 40.2 za ponad 50 000zł są identyczne głośniki i tej samej, niskiej jakości komponenty.

Brzmienie:

Przez wiele miesięcy obcowania z tymi kolumnami, podłączałem je do przeróżnej elektroniki szukając optymalnego zestawienia. Kolumn słuchałem w 3 pomieszczeniach o różnych wielkościach aby dać im się pokazać z jak najlepszej strony. Patrząc na dane techniczne i niską skuteczność od razu szukamy mocnych końcówek tranzystorowych. Sprawdziłem kilka wariantów z D`Agostino, Krellem, Gryphonem, Nordem oraz Accuphase włącznie ale z żadnym nie było synergii. U mnie te kolumny lepiej spisywały się z mocną lampą Amplifona. Każdy kto słyszał WM300 wie jak dynamiczne i przejrzyste stanowią wzmocnienie. Brzmienie to jest przeciwieństwem starszych i powolnych urządzeń typu WT40. Ciężko sobie wyobrazić bardziej odpowiedniego kompana dla nisko skutecznych i ciepło brzmiących kolumn, którymi są Herbatniki. Za źródło służyła Nagra, na zamianę z dCSem Vivaldi i ta druga opcja pozwoliła na zdecydowanie wyższej klasy brzmienie. Pomieszczenia w pełni zaadaptowane akustycznie o metrażu 18m2, 35m2, 90m2.

Na początek ustawienie. Kolumny otrzymałem z dedykowanymi standami Skylan, o niezwykle marnej jakości . Wycenione na kilka tysięcy złotych to żart i kpina z klienta. Realna wartość tych “paździerzy” to kilkaset złotych.

Zacznę od podstaw czyli sceny dźwiękowej. Kolumny podobnie jak Isisy mają dość wąski sweet spot. Przesunięcie o pół metra w każdą ze stron zaburza rysowaną scenę. Efekt ten jest nieco słabszy niż w Trennerach ale zalecam symetryczne usytuowanie miejsca odsłuchowego. Harbethy, znacznie lepiej tworzą scenę w głąb niż w szerz. Dźwięki zdecydowanie gorzej wychodziły na boki w stosunku do kolumn odniesienia Studio 16Hz Ethos Arctico. Głębia wypadła lepiej i brakowało jej może 30%. Scena rysowana poprawnie od linii kolumn wgłąb, nieliczne dźwięki były słyszalne przed linią kolumn. Dalsze plany zdecydowanie za mało czytelne.

Góra pasma zdecydowanie lepsza niż niższych modeli SHL5, 30.1. W zestawieniu z dCSem detalu prawie nie brakowało a równowaga tonalna pomiędzy środkiem i górą była poprawnie zachowana. Nie ma mowy o zmuleniu przekazu. Jedyne czego brakowało to rozdzielczości i wyrafinowania. W stosunku do kopułki Scan Speak w Ethosach, wybrzmienia zostały ogołocone z połowy harmonicznych. Niższa część wysokich tonów nie była tak aksamitna i przyjemna w odbiorze. Było słychać bardziej plastikowy charakter Seasa. Przez to fortepian Jarreta nie brzmiał tak czysto i klarownie jak z kolumn 16 hertz. Część winy za ten stan rzeczy ponosi zapewne reszta głośników z membranami z tworzyw sztucznych, taki duet plastik fantastik. Wyższej średnicy brakuje ewidentnie konturu i klarowności. Przez to bryły instrumentów i wielkość wokalistów bywają zbyt duże w stosunku do rzeczywistości. Wokal ewidentnie jest osadzony na jego niższej części co powoduje zakłamania barwy. Cohen brzmi zbyt ciężko a dźwięczy wokal damski brzmi o pół tonacji zbyt nisko. W chudo brzmiących systemach ten typ prezentacji może się podobać. Nie ma on niestety wiele wspólnego z realizmem. Średnica tak czy inaczej to najmocniejsza strona Harbeth, prawdziwa katastrofa kryje się w basie a właściwie basssie.

To co oferuje przedział niskich częstotliwości to absolutny żart. Szczerze, ten zakres to pięta achillesowa. Góra jest średniej jakości ale bas to dramat. Jedyny jego plus to masa, kolumny w mniejszych pomieszczeniach potrafią zejść dość nisko i zagrać obficie. Na tym zalety się kończą.

Motoryka, różnicowanie barwowe, dynamika, kontur, werwa, rytm to pojęcia obce tej konstrukcji. Przed odsłuchem Harbeth z serii 40, dziwiłem się że ludzie łączą tak mało efektywne kolumn ze słabowitymi lampiakami rzędu 20W. Teraz to rozumiem, niezależnie czy podłączymy do nich kilka KW, kilkaset W czy 10W dynamika będzie tak samo żałosna. Głośność się zwiększa a odczuwalne poczucie uderzenia i spiętrzenia dźwięku pozostają na zbliżonym poziomie. Perkusja, werbel to komedia. Fazy ataku nie stwierdziłem. Całość zawsze gra napompowanym, jednorodnym i przyciężkim niższym basem. Różnicowanie barwowe na utworach Marcusa Millera to dramat. Struny basowe brzmią jak wykonane ze… Sznura. Wszystkie instrumenty typu kontrabas, wiolonczela. altówka, gitara basowa, fortepian itd nijak nie przypominają swojego realnego brzmienia. Współczuję osobom, którzy testują na tych paczkach inne sprzęty w zakresie basu. Nawet stare JBLe pokazują herbatnikom czerwoną kartkę. Bas z najmniejszej Arcady 2.5 to przy Harbeth prawdziwa przepaść, o topowych Ethosach nawet nie wspomnę bo to są inne galaktyki. Harbeth 40.1 zupełnie wyłożyły się na muzyce symfonicznej, gdzie mamy do czynienia z dużymi spiętrzeniami dźwięku. Marsze Fennella dla nich to istny kataklizm. W sumie jedyne co można puścić z klasycznego repertuaru to granie typu “skrzypeczki”. Muzyka pop, rock, metal? Dajcie Państwo spokój, jedynie w elektronice jednorodny charakter niskich składowych drażni w mniejszym stopniu. Chyba, że trafimy na częstotliwość strojenia otworu BR lub rezonans obudowy wtedy mamy efekty dodatkowe w postaci pufaczenia i pompowania okraszone zniekształceniami oddanymi od obudowy. Szczerze to nawet jazzu nie mogłem znieść, bo znaleźć rytm perkusji słuchając tych kolumn to spore wyzwanie. Harbeth nie lubią grać głośno, poznałem je naprawdę dobrze. To zestawy dla osób, które chcę po cichu posłuchać plumkania i kliku szarpidrutów. Wybaczają wiele nietrafionych konfiguracji sprzętowych, dobre dla świeżaka lub melomana który niewiele w swoim życiu słyszał lub ma dość jazgotu zdecydowanej większości metkowców z przetwornikami made in China. Pomimo usilnych chęci odnalezienia legendy znalazłem jedynie… Rozczarowanie. Po ostatnich sesjach odsłuchu kilkunastu par kolumn, również na kosztownych Accutonach napiszę Wam, nie dzieje się dobrze w audio. Testowane Harbeth 40.1 były ze mną prawie 6 miesięcy. Odsłuchów dokonywałem w 3 systemach (wszystkie pomieszczenia zaadaptowane akustycznie), metraże od 20m2, poprzez 35m2 do 90m2. W tym czasie starałem się znaleźć optymalną konfigurację pośród niezliczonej elektroniki, znacznie przewyższającej jakością w/w kolumny. Oprócz mnie odsłuchu dokonywało kilu innych audiofili w swoich zestawach. Wszyscy byli zgodni odnośnie ich charakteru grania. Na koniec tej przygody wspomnę, iż sprzedałem Harbs (zakupione do testu). Przyszły właściciel wystawił je ponownie na sprzedaż po tygodniu, komentując żartobliwie recenzję Pana Pacuły. Dlatego zachęcam wszystkich do niezależnych odsłuchów i wyrobienie sobie samemu zdania na temat brzmienia danego sprzętu. Fora pełne są naganiaczy i dzieci śniących o “hi-endach” z gazet, które w zderzeniu z rzeczywistością często okazują się kiepskim produktem za duże pieniądze.

Poniżej przytoczę recenzję jednego z audiofili (Pan Paweł z Łodzi) uczestniczących w jednym z odsłuchów kolumn Harbeth 40.1. W tym konkretnym przypadku odsłuchy odbywały się u mojego dobrego i słynnego już kolegi Rafała również z Łodzi:

” O designie Harbeth 40.1 nie ma się co za bardzo rozpisywać. Albo się to komuś podoba albo nie. Jak ktoś lubi smukłe kolumny to takie duże, szerokie paczki nie przypadną mu do gustu. Na pewno przyciągają wzrok, nie znikają z pomieszczenia. Patrząc na nie miałem wrażenie jakbym przeniósł się sporo lat wstecz.  Samo wykonanie na powiedzmy dobrym poziomie choć w tych pieniądzach i nawet mniejszych widziałem lepsze. 

Pierwsze jak wszedłem do Rafała leciała symfonika. Nie jestem znawcą tego gatunku , ale po kilku pierwszych dźwiękach wiedziałem , że będzie lepiej niż w przypadku odsłuchiwanych ostatnio Magico Q1. Skala brzmienia znacznie większa od Magico co oczywiście też nie dziwi patrząc na gabaryty. Kotły zabrzmiały potężnie i mocno. Brzmienie nie było męczące mimo dużej ilości instrumentów oraz sporego poziomu głośności. Herbatniki nie budowały za szerokiej sceny, ale w głąb zagrały całkiem nieźle. Na drugim planie sporo się działo. W każdym bądź razie scena była. Przeszliśmy przez większość gatunków (chyba oprócz elektroniki) i po dłuższym odsłuchu wyszło , że 40.1 mają dość mocno podbarwiony bas. Słychać było bassreflex. Bas był monotonny i zwalisty. Ciągle/często zwracał na siebie uwagę. Przy większych spiętrzeniach dynamiki brakowało szybkości i sprężystości. Kolumny te najlepiej się czuły przy spokojnym repertuarze, wokal, mało instrumentów. Przy spokojnych snujących się kawałkach brzmiały przyjemnie , dobrze się ich słuchało. Średnica jest na dobry poziomie i może się podobać.  Góra jest moim zdaniem lekko wycofana. W jaśniejszych realizacjach nie grały tak czysto i gładko jak Ethosy. Kopułka w kolumnach Rafała jest moim zdaniem lepsza. Harbethy narzucają mocno swój charakter i jeśli to trafi w nasz gust mogą być to kolumny docelowe. Dla mnie było trochę za bardzo przewidywalne. Nie są to uniwersalne kolumny, ale mają coś w sobie. Do tego cholernie prądożerne. Wszystkie te uwagi są w bezpośrednim porównaniu do Ethosów gospodarza, a nie do np. mojego systemu czy innych odsłuchów. Od wielu kolumn H 40.1 na pewno okazują się lepsze. Ethosy , które sam coraz lepiej poznaje po kolejnych odsłuchach (za pierwszym ciężko było wszystko ogarnąć) zagrały po Herbatnikach znacznie lepszą dynamiką, nie podbarwiały.  Pięknie różnicowany bas . Czasem były jakby przyczajone , żeby potem huknąć jak z armaty. Bas świetnie przechodził między niższym i wyższym zakresem. Ethos były też bardziej szczegółowe. Często zaskakują różnymi “smaczkami” aż gęba się sama śmieje. Separacja i umiejscowienie instrumentów na scenie znacznie bardziej wyraźne. Głębokość sceny większa. Fajnie , że udało się posłuchać Harbeth 40.1, żeby zobaczyć pomysł na brzmienie innego producenta. “

Dane techniczne (wg producenta):
Typ: trójdrożna, z obudową bas-refleks
Pasmo przenoszenia: 35 Hz–20 kHz (±3dB, w wolnej przestrzeni, 1 m, z założonymi maskownicami)
Impedancja nominalna: 6 Ω
Skuteczność: 84 dB/1 W/1 m
Rekomendowana moc wzmacniacza: optymalnie – 50 W
Moc maksymalna: 200 W
Wymiary: 750 x 432 x 400 mm (WxHxD), wraz z maskownicami i gniazdami
Waga: 34 kg (sztuka)
Wykończenie: naturalna okleina – Cherry, za dodatkową opłatą – Eucalyptus, Rosewood

15 komentarzy

  1. Dokładnie tak te kolumny grają…wreszcie ktos opisał ich dźwięk rzetelnie. Dla mnie nie do przyjęcia, ale pewnie sporo początkujących audiofili wymęczonych “prezentacjami” współczesnego salonowego Hi-end’u gdzie prym wiodą nienaturalnie wyciągnięte skraje pasma i związany z nimi efekt WOW, będzie zachwycona. Pozdrowienia dla autora.

    meloman
  2. Ależ jestem zaskoczony tą recenzją. Wszak te kolumny grają w systemie odniesienia pana Pacuły czyli naczelnego highfidelity. I komu teraz wierzyć? On nimi zachwycony, a Ty zniesmaczony.
    Ciekawe jakby u Ciebie na odsłuchu wypadły moje skromne Vienna Acoustics Beethoven Concert Grand.

    phoenix
    1. Też mnie ciekawią te nowe Yamahy, wyglądają na warte swojej ceny….. no ale trzeba by było jeszcze posłuchać 🙂 może Pan Szymon da rade przetestować i jeszcze jakieś szybkie porównanie do Harbs

      artur
  3. Myślę, że winna jest cena. Te kolumny kosztują zbyt wiele. Osobiście przez kilka lat miałem Harbethy 7 i muszę powiedzieć, że w pewnych aspektach były super. Ale… no właśnie, z czym ja je porównywałem. Z kolumnami, które kosztowały ok kilku tys. złotych. I tu dosyć dobrze sobie radziły – w pewnych aspektach. Średnica jak dla mnie była fajna, naturalna, nieco wypchnięta. Jakieś koncerty jazzowe na żywo itd. To brzmiało na nich rewelacyjnie. Bas niestety taki sobie. Za płytki, zbyt mało go. Góra taka sobie. Sprzedałem je jakiś czas temu i pod pewnymi względami tęsknie za nimi a pod pewnymi nie. Muszę jednak przyznać, że dokładając niewiele obiektywnie kupiłem kolumny sporo lepsze. One są nawet na rynku wtórnym zbyt wysoko wycenione. Te większe skrzynie pewnie winny kosztować z 10 – 15 tys i podejrzewam, że recenzja tych kolumn była by pozytywna. Angole ewidentnie poszaleli z ceną!

    NG
  4. Najlepszy Harbeth to 30.1. Tylko cena wciaz zbyt wysoka. Te ceny faktycznie sa z kosmosu. P3sr to glosniczki do malych pokoi, jak ten mojej kolezanki, 12m2. (Kupila za 3800),,Siodemki,, sa zbyt przeciemnione, malo otwarte. HL5, niezla gora, przyjemny środek i troche jednostajny bas. Dlatego najfajniejsze, najbardzuej ustawne, przestrzennie brzmiace, z niezla gora i srodkiem (bas tez miejscami monotonny, ale to ,,wina,, Radialu, kyory w srednicy brzmi ladnie) to ,,trzydziestki,,. Tych duzych nie znam. Reasumujac: 12 tysiecy zlotych to kupa kasy i moze gdybym je znalazl za 7500 to bym kupil, bo nie sa zle. 30.1. Sa dosc szczegolowe, wcdobrej konfigyracji beda mialy tez atak, lepszy wglad i zachowaja swoj miky, fizjologiczny charakter.

  5. Genialna recenzja która trafia w samo sedno. Słuchałem ponad 2 godziny tych kolumn w Audio Systemie w Warszawie z referencyjną elektroniką MBL-a (preamp, monobloki i żródło CD) i moje wrażenia są bardzo zbliżone. Harbethy 40.1 i 40.2 to bardzo przecenione, drogie kolumny wykonane z przeciętnych materiałów. A pewne rozwiązania techniczne przy cenie 59 000zł są skandaliczne jak np. plastikowa rura bass-reflexu czy tanie terminale. Co do elementów zwrotnicy nie będę się nawet wypowiadał – taka filozofia. Patent mocowania maskownicy na wcisk to też archaizm. Przecież są magnesy neodymowe i inne sprytne estetyczne rozwiązania. Sukno maskownic jest grube i mało transparentne akustycznie – słychać różnicę z nimi i bez nich w dźwięku. Co pozostaje słuchaczowi? Gapienie się w membrany i na śruby typu karton-gips. Przy tak absurdalnej cenie standy powinny być w zestawie z regulacją wysokości i ze wszystkimi akcesoriami. Poza tym cena rośnie wraz z typem okleiny Rosewood czy Tiger Ebony. W ciągu 10-ciu lat prywatnie miałem w swoim systemie kolumny Harbetha aż sześć razy kilka modeli w różnych okleinach i konfiguracjach z lampiakami Lebena i tranzystorowcami Accuphase i ASR Emitter. Najmilej wspominam SHL5 (BEZ PLUSA!) i 30.1. Ostrzegam przed serią “PLUS” – jest to wypadek przy pracy Alana Shaw`a. Poza tym model SHL5 brzmi różnie w zależności od okleiny, wilgotności powietrza, ciśnienia atmosferycznego, grawitacji i “jak mu się zechce” danego dnia lub wieczora. Są to wrażenia ocierające się o mistykę i teorie spiskowe, ale one występują. Harbethy są bardzo chimeryczne. Jednego dnia potrafią oczarować muzykalnością i piękną średnicą, a innego w tym samym systemie (również wygrzanym) z tym samym okablowaniem i na tych samych płytach wypadną przeciętnie lub nawet źle z niewiadomych przyczyn wbrew logice i zdrowemu rozsądkowi.
    Po 10-ciu latach straciłem do nich cierpliwość i sprzedałem moją ostatnią parę SHL5 z żalem, ale też z uczuciem uwolnienia od uzależnienia. Warto wspomnieć też o basie który niestety jest w tych kolumnach potraktowany przez konstruktora po macoszemu. Port rurowy bass-reflexu wyklejałem za każdym razem cienkim filcem na całej długości po zakupie kolejnych Harbethów. Niestety bez tego drobiazgu nie mogłem słuchać tego pompowania powietrza w rurce za 3 funty szterlingi. Jak można zaniedbać tak ważny aspekt w konstrukcji kolumn kiedy są słuchane i testowane jeszcze na etapie prototypów w studiu odsłuchowym producenta? A potem klepać produkcje na cały świat z takim niedopracowaniem i zaniedbaniem? Polecam każdemu kto ma wrażliwe ucho na te przepompowywania i szmery z tej rurki plastikowej niech zrobi pomiar i zakupi sobie samoprzylepny filc o grubości 2 mm i trochę się pobawi metodą prób i błędów. W niektórych wersjach Harbethów port można łatwo wydobyć, a w innych jest mocno wbity. Ogólnie wyklejenie można zrobić bez demontażu. Jest to tani upgrade i słyszalny natychmiast zwłaszcza jeśli ma się wzmacniacz przynajmniej 250W na kanał. Uwaga – pewne potencjalnie bardzo dobre i mocne wzmacniacze nie grają zupełnie z Harbethami z niewiadomych przyczyn. Duszą się z nimi albo to wina impedancji nominalnej 6 0hm? Np. najwyższy model (4-elementowy) ASR Emitter z nowymi SHL5 w Rosewoodzie został uduszony kompletnie i jego 450W na kanał nie znaczyło nic, a z kolei Leben CS300 z mocą 12W z lampek EL84 pokazał co te kolumny potrafią na średnicy i górze. Niestety z basem żaden z moich siedmiu wzmacniaczy sobie nie poradził z SHL5 i 30.1. Nawet jak było już prawie idealnie to w pewnych nagraniach (bardzo dobrych realizacjach) bas był irytujący i nie do przyjęcia. Wyklejenie filcem maskuje szmery i przepompowywanie, ale nie eliminuje innych wad spowalniania i dudnienia cienkich ścianek całej konstrukcji skrzynek. Taki urok tych kolumn które idealnie nadają się do jazzowego plumkania lub do gitary solo z wokalem. W tym są perfekcyjne. Wokale kobiece są zmysłowe i bardzo bezpośrednie tu i teraz prawie jak z elektrostatów. One są strojone do takiej muzyki (jazz, blues, folk, world music, vocal itp.) a jak ktoś słucha rocka to lepiej niech sobie głowy i uszu nimi nie zawraca. Paradoksalnie Dead Can Dance bardzo dobrze wypada na SHL5 z uwagi na produkcje płyt, ale już Pink Floyd słabo i bez emocji, a na 40.1 czy na 40.2 jest jeszcze gorzej. Po prostu kolumny nie dla każdego, nie do każdego rodzaju muzyki, nie do każdego systemu i nie na każdą kieszeń. Najlepiej brzmią w okleinie Rosewood. O co chodzi? Nie wiem. Czy okleina ma wpływ na brzmienie? Science-fiction? Przekonałem się o tym sam dwukrotnie we własnym systemie. Przepraszam że z komentarza zrobiła się recenzja, ale chciałem opisać moje osobiste doświadczenia i wrażenia z tymi kolumnami przez 10 lat. Nie ma kolumn bez wad. Ważne żeby ich było jak najmniej.

    Miro
  6. Witam i dziękuje za poświęcony czas I energie na zrobienie tej recenzji.

    Od prawie dwóch lat jestem szczęśliwym posiadaczem Harbeth M40.1 i moje subiektywne odczucia na temat ich brzmienia są zupełnie inne niż Pana. Cieszy mnie to, bo gdybyśmy wszyscy byli tacy sami to byłoby trochę nudno. Chciałbym wiec podzielić się moimi odczuciami:

    1) Wygląd
    Wygląd I wkręty na przedniej ścianie to sprawa zupełnie subiektywna. W świetle nowych kolumn wygląda to nieco śmiesznie ale podejrzewam że jestem jednym z niewielu którym to się akurat podoba, bo nawiązuje do monitorów z lat 70tych, a ja akurat vintage bardzo lubię. Dodam też, ze filozofia designu cienkich obudów Harbeth wymaga aby przednia I tylna ściana nie były sztywna częścią obudowy, przez co obydwa panele są przykręcane.

    2) Konstrukcja
    Zupełnie się zgadzam w tym temacie. Tanie zaciski głośnikowe, miernej jakości komponenty zwrotnicy i używanie konektorow zamiast lutowania w kolumnach za tyle pieniędzy jest bardzo słabe. Pamiętam jak rozebrałem the kolumny po raz pierwszy I bylem bardzo zawiedziony tym co zobaczyłem.

    Z drugiej strony miałem tez okazje poznać Pana Alana Shaw, konstruktora I właściciela firmy Harbeth, I jest on bardzo praktycznym człowiekiem. Kiedy zadałem mu bezpośrednie pytanie na temat jakości komponentów zwrotnicy, opowiedział mi historie jak robił ślepy test A/B zwrotnicy z jego normalnymi komponentami i zwrotnicy z komponentami z “wyższej polki”. Przy wielokrotnych probach wyniki nie były istotne statystycznie, co tlumaczac na jezyk potoczny oznacza ze zmiana komponentow nie miala wplywu na jakosc dzwieku. Stad tez jakiekolwiek upgrady komponentów w Harbethah są widziane przez ich konstruktora bardziej jako zabieg marketingowy niż cos co ma poprawić ich brzmienie.

    3) Brzmienie
    Nie będę się rozpisywał o moich odczuciach odniesieniu do Pańskich, bo w większości przypadków różnią się o 180 stopni.

    Chciałem tylko napisać ze do tej pory, większość głośników z którymi miałem możliwość obcować u siebie w domu sprawiały ze sięgałem tylko po wybrane albumy, a z wybranych CD puszczałem tylko wybrane kawałki, które akurat grały widowiskowo na danym zestawie. Odkąd gram na M40.1, nie tylko wybieram albumy po które dawniej w ogóle nie sięgałem, ale coraz czesciej słucham Małych albumów zamiast wybranych kawałków. Ponadto, przy innych zestawach głośnikowych, sesje odsłuchowe kończyły się po godzinie, a jak siade przed M40.1 I zgaszę światło to zdarza mi się siedzie przez 2 lub 3 godziny.

    Z ręką na sercu, od dawna nie miałem takiej radości z słuchania muzyki. Są to jedne z niewielu głośników które sprawiają ze zamiast słuchać sprzętu, słucham muzyki.

    ———————–

    Patrząc na Pana pokój odsłuchowy oraz rodzaj sprzętu który Pan testuje, muszę przyjąć ze moje doświadczenie jest raczej z bardziej przyziemnymi zestawami głośnikowymi, stad tez moje doświadczenie z Harbeth mogę porównać tylko do tych zestawów. Choć wydaje mi się raczej ze różnice w naszym postrzeganiu tych głośników wynikają z personalnych preferencji bardziej niż różnicach w punkcie odniesienia.

    Chciałbym także dodać ze nie mam żadnego interesu w promowaniu marki Harbeth ani żadnej innej. Wszystkie zestawy głośnikowe które testuje kupowane są za własne pieniądze bądź pożyczane od znajomych, po to żebym mógł wypowiadać się szczerze I unikać konfliktu interesów.

    Z Pozdrowieniami,
    Przemek

    Przemek
    1. Panie Przemku bardzo dziękuję za ciekawy wpis i podzielenie się własnymi odczuciami. Ja z pewnością patrzę przez pryzmat znacznie lepszego brzmienia i dla mnie słuchanie jakichkolwiek Harbs to niezbyt ekscytujące chwile. To tak podbarwione i zmanierowane granie, że ciężko mi ich słuchać dłużej. Osobiście mordowałem się suchając jak kaleczą dobrze znane mi nagrania. Alan faktycznie może nie słyszeć dużej różnicy w komponentach ponieważ te kolumny uśredniają wszystko co się do nich podłączy. One działają jak filtr 🙂 . Dla mnie przyjemnością jest delektowanie się realną barwą instrumentów, naturalną dynamiką, prawidłowym oddaniem faktur zwłaszcza w zakresie basu, nieograniczoną sceną dźwiękową i rozdzielczą oraz nośną górą pasma. Niestety żadne z Harbeth nie spełniają moich wymagań w tym zakresie ale rozumiem, że nie wszyscy szukają realizmu. Niezależnie od powyższych dziękuję za poświęcony czas na lekturę mojego bloga. Zapraszam do dalszej części testów bez cenzury, z pewnością znajdzie Pan coś ciekawego dla siebie.

      Szymon

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.