Wprowadzenie

Accuphase jest jedną z niewielu japońskich firm high-end cenionych na całym świecie za wytwarzane wzmacniacze. Założona w 1972 roku przez Hiro Hasuge produkuje również inne elementy zestawu audio, konsekwentnie unikając produkcji kolumn głośnikowych i tanich urządzeń dla masowego klienta. Jednakowoż, to wzmacniacze stały się flagowymi modelami i uzyskały najszersze uznanie. Często spotykane dywagacje rywalizacji o palmę pierwszeństwa nie tylko na rodzimym rynku – Accuphase czy Esoteric nie mają większego znaczenia. Tak jak pozycja Esoterica ze swoim napędem VDRS jest niezagrożona, tak trudno byłoby rywalizować Esotericowi z Accuphase na polu wzmacniaczy.

Budowa

Jak to w przypadku Accuphase front urządzenia nie zaskakuje niczym nowym i oryginalnym. Perfekcyjnie wykonany panel przedni z charakterystycznymi dla tego producenta elementami jak wychylne wskaźniki, logo firmy itp. Front, to klasyczny minimalizm w postaci wielkiego wyświetlacza, włącznika zasilania oraz przycisku zwalniającego klapkę, pod którą kryje się dostęp do większej ilości funkcji. Między innymi wybór wejścia, przełącznik poziomu wzmocnienia, sekcja regulacji podświetlenia itp. Przy teoretycznie skromnej mocy 60 W/8 Ohm w klasie A ciekawą, aczkolwiek kosztowną może być opcja używania wzmacniacza poza trybem stereo, jako monobloki lub w mostku. Najbardziej oryginale rozwiązanie tylnego panelu w postaci wielkich plastikowych terminali głośnikowych, wydało mi się wyjątkowo tandetne i nie wzbudzające zaufania. Cały czas miałem wrażenie, że zbyt mocne dokręcenie kabli sprawi zerwanie gwintu. Ogólnie ten element wyposażenia nie współgrał mi z przemyślanym i funkcjonalnym pod każdym względem urządzeniem.

Test

A-75 zjawił się u mnie dwukrotnie. Pierwszy raz niespodziewanie, ponieważ znajomy był na etapie poszukiwania nowego wzmocnienia do swojego modernizowanego systemu. W związku z tym wyszedł z propozycją czy może u mnie odsłuchać w kontrolowanych warunkach „pretendentów” wyłonionych przez niego drogą selekcji z większej grupy wzmacniaczy. Tym sposobem „japończyk” zagościł u mnie po raz pierwszy. Niestety, co zabrzmi brutalnie, ale Accuphase został szybko wyeliminowany z grona potencjalnych kandydatów ubiegających się o zajęcie zwolnionego miejsca na stanowisku – końcówka mocy. W tej krótkiej sesji odsłuchowej byłem raczej obserwatorem i słuchaczem komentarzy wypowiadanych przez znajomego i jego kolegę, z którym wymieniali uwagi podczas odsłuchu. Moje wrażenia były w pewnych aspektach krytyczne, ale nie tak jak potencjalnego zainteresowanego zakupem A-75. Gdy pojawiła się okazja dłużej posłuchać tego urządzenia, zdecydowałem że mimo pierwszych niekorzystnych wrażeń, Accuphase zasługuje na rzetelny i „długodystansowy” test. Tym bardziej, że kiedyś miałem dłużej do czynienia z urządzeniem tego producenta za sprawą modelu E-211. Właścicielem tego wzmacniacza przez prawie rok był co prawda mój brat, ale korzystałem z niego w ówczesnym moim systemie przez kilka miesięcy. W pierwszym rzędzie korzystając z kolumn Audio Physic Tepmo VI, a później Virgo 5. Na tle mojego Marka Levinsona No 383, Accuphase czarował wtedy piękną kremową średnicą, a pod względem ciepła, gładkości brzmienie zbliżone do lampy, co dla mnie było dodatkowym atutem. Mimo przeciwieństwa w stosunku do Marka Levinsona, nie ustępował wiele w takich aspektach jak szybkość, przejrzystość i potęga brzmienia oddając naturę wzmacniacza tranzystorowego. A-75, to całkowite zaprzeczenie tego co prezentował E-211. Nie wiem jak w przypadku innych modeli tego producenta, ale tutaj z dawnej szkoły brzmieniowej Accuphase pozostało wspomnienie. To wszystko oczywiście kwestia gustu i osobistych preferencji no i w tym wypadku również ceny. Wymieniając uwagi z oddanymi wielbicielami i posiadaczami urządzeń tej marki odniosłem wrażenie, że takiego brzmienia Accuphase jakie prezentował E-211 jako charakterystycznego dla tej firmy by wciąż oczekiwali i nadal jest podobno oferowane za pośrednictwem innych modeli. Nie mogłem tego zweryfikować, więc pozostaje wierzyć na słowo lepiej rozeznanym posiadaczom Accuphase.

Pierwsze wrażenia z odsłuchu były takie, że A-75 idealnie pasuje do kategorii urządzeń „pokochaj albo rzuć”. Im dłużej słuchałem tej końcówki mocy, to utwierdzałem się w przekonaniu, że taka ocena oznaczałaby, że Accuphase prezentuje jakiś wyraźny charakter, za który można zdecydowanie polubić ten sposób prezentacji lub go odrzucić. Czym dalej w las A-75 umacniał mnie w swojej nijakości, przeciętności mając cały czas z tyłu głowy cenę tego urządzenia. W sumie doszedłem do przekonania, że granica pomiędzy reprodukcją dźwięku na wysokim poziomie, a rozczarowaniem w przypadku tego wzmacniacza jest wyraźna i łatwa do przekroczenia. Accuphase wymaga sporej uwagi przy odsłuchu, wydanie mylnego osądu jest bardzo łatwe. Jednak w tym przypadku konkluzja nasunęła się szybko. Zasadniczy problem z A-75 sprowadza się do tego, że wzmacniacz ten nie lubi konkurencji, tzn podłączenie innych urządzeń i bezpośrednie porównanie mocno obnaża wspomnianą wyżej przeciętność tego urządzenia. Chociażby konfrontacja z leciwym Sansui B 2103 okazała się w wielu aspektach zbyt wymagająca dla Accuphase. Nasycenie barwami, spójność, selektywność średnich i wysokich tonów była zdecydowanie po stronie Sansui, natomiast bas w tym duecie korzystniej prezentował się na Accuphase. To niewiele na różnicę jaka dzieli w przypadku wartości te urządzenia. Krótko mówiąc A-75 wcale nie zapędził do kąta leciwego Sansui. Największym zaskoczeniem in minus w początkowej fazie odsłuchów było to, że wzmacniacz w zakresie środka pasma dość łatwo popada w suche, tranzystorowe brzmienie pozbawione emocji. E-211 na średnicy prezentował bogatą paletę odcieni i nasycenia barw, tworząc wysublimowany portret muzyki. Mimo tych zastrzeżeń środek pasma akustycznego odtwarzany był na ogól wiernie, bez wyraźnych podbarwień i to bez względu na rodzaj odsłuchiwanej muzyki. Szczególnie przekonywująco wypadły trąby, niewiele zastrzeżeń wzbudzał też dźwięk fortepianu. Gorzej słuchało się instrumentów smyczkowych, mimo ogólnej poprawności brzmiały po prostu mało ekscytująco. Męski wokal miał naturalne brzmienie. Był zdecydowany i bez zabarwień. Głos obu płci posiadał dużo składowych i szeroki wachlarz barw. Momentami odnotowałem jego ofensywność co jak wspomniałem wyżej dało się odczuć jako pojawiającą się czasami tendencję do suchego tranzystorowego brzmienia. I wszystko wydawało się bez zastrzeżeń do momentu ponownego odsłuchu tych samych fragmentów na Sansui, Gryphon Essence czy DPA, gdzie urządzenia te proponowały przynajmniej więcej wyrafinowania. Przełom średnich i wysokich tonów został nieco wyeksponowany. Nie ma mowy o jakimś określonym charakterze góry pasma. Nie występowały niespodzianki kojarzące się z ostrymi kantami. Nie było również przesadnej jasności brzmienia. Ujawniły się za to oznaki błyszczenia i perlistości. Wydźwięk trójkąta był pełny, nie gaszony i pozbawiony szorstkości czy zaokrągleń. Zachowana została czytelność. Flet i wyższe rejestry skrzypiec zostały odtworzone dobitnie, czasami wręcz przenikliwie, ale zachowały swą naturalna barwę. Dobra jakość tego zakresu sprawiła, że mimo wszystko A-75 nie męczył przy dłuższym słuchaniu i nawet ostro zrealizowane utwory nie brzmiały zbyt agresywnie ( Vangelis – płyta Direct). Niskie dźwięki były dokładnie artykułowane. Ich nasycenie było pełne, a uderzenie w bębny brzmiało żywo. Bas pochodzący od kontrabasu wybrzmiewał zdecydowanie i rytmicznie. Szarpnięcia strun palcami nie pozbawione były jednak lekkich podbarwień. Bas stopy pasował do muzyki rockowej i w znacznym stopniu charakteryzował się elastycznością. Jednak dynamika basu nie należy do najlepszych i tutaj zdecydowanie oczekiwałbym lepszej kontroli w tym zakresie pasma. I znów odwołując się do bezpośredniego porównania tym razem z VTL S-400 różnica jaka dzieliła w tym zakresie ( i nie tylko) oba urządzenia, to lata świetlne na korzyść VTL. Znajomy, który był akurat świadkiem tego porównania użył nawet barwnego stwierdzenia, że gdy z VTL’a płynęły już pierwsze dźwięki kolejnego utworu, to na Accuphase wybrzmiewał jeszcze bas poprzedniego utworu. Mocno przesadzona opinia, ale jest coś na rzeczy.

Podobała mi się czytelność i dobra rozdzielczość. Partie chóralne nie zlewały się. Każdy instrument był wyraźnie zaznaczony, łącznie z detalami takimi jak struny, smyczki, pałeczki. W parze z niezłą analitycznością idzie stereofonia. Dużo dźwięku znajdowało się przed zestawami, a wybudowana głębia miała odpowiednie rozmiary. Lokalizacja muzyków okazała się łatwa do określenia jak również ich rozmieszczenie. Szerokość sceny nie była wybitna, ale również nie było specjalnych ograniczeń. Wyczuwalna była żywa akustyka sali, bez trudu można analizować w jakim pomieszczeniu dokonywane było nagranie. Efekt ten dobrze oddawał atmosferę klubu jazzowego. I znów powtarzając do znudzenia, że wszystko było by bez zastrzeżeń do momentu gdyby nie…

Cechą, którą najbardziej ujął mnie E-211, było doskonałe odtworzenie skrajów pasma oraz wypełnione szczegółami brzmienie, dodatkowo obdarzone miękką, delikatną i satynową fakturą. I tych cech najbardziej brakowało mi w prezentacji Accuphase A-75.

Podsumowanie

Dla melomanów „słuchających oczami” sam wygląd odwraca uwagę od ułomności brzmieniowych urządzenia. Przygaszone światło, hipnotyzujący turkusowo-niebieskim kolorem napis Accuphase umieszczony centralnie między bursztynowo podświetlonymi wychylnymi wskaźnikami naprawdę robi wrażenie. Do tego jeszcze jakieś bezpieczne plumkadełka typu Jean Chapin itp. i jest romantycznie, nastrojowo, czas płynie powoluniu i sączy miłe dla ucha dźwięki. I tylko gdy z tego błogiego nastroju wyrwie nas pokusa „skoku w bok” i chęć spróbowania czegoś innego, może okazać się, że już tak kolorowe nie jest tylko przeciętnie. Przewrotnie jestem gotów zaryzykować tezę, że A-75 to bardzo dobra końcówka mocy, która zdecydowanie dotrzymuje kroku konkurencji lub nawet nad nią góruje, ale pod warunkiem, że cena katalogowa oscylowałaby maksymalnie w okolicach 30 tyś zł. Niestety w przypadku tego urządzenia tę kwotę musimy kupując nową końcówkę pomnożyć przez 3. Jak w wielu przypadkach każda firma ma w swojej ofercie urządzenia mniej lub bardziej udane. Niestety, akurat A-75 wpisuje się do tej drugiej kategorii. Accuphase to duży, pięknie wykonany wzmacniacz ze sporą ilością pokręteł i przełączników charakterystycznych dla tego producenta. Pomimo pewnych uwag A-75 jest jak najbardziej poprawnym urządzeniem jeśli chodzi o dźwięk. Ogólna uwaga dotyczy tego, że komponenty audiofilskie są czasami lepsze w stopniu słabo zauważalnym, dopóki nie dokona się bezpośredniego porównania. Jednak często ta niewielka różnica jest kropką nad „i”, która powoduje, że kupujemy coś innego. Uważam, że urządzenie z manufaktury o takiej renomie i znacznej wartości, nie powinno się bać konkurowania z produktami w podobnej cenie, a cóż dopiero z niższego pułapu cenowego.

Podstawowe dane techniczne:

Moc: 2 x 60 W/8 Ohm

Pasmo przenoszenia: 20 Hz – 20 kHz (- 0,2 dB

Zniekształcenia: 0,03%

Sygnał/szum: > 122 dB

Wejścia: XLR, RCA

Wymiary: wys/ 23,8 szer/46,5 głęb/51,5

Waga: 43,9kg

Cena: 84.900zł

13 komentarzy

  1. Miałem tą końcówkę na odsłuchu. Na tle Waszych sprzętów odniesienia nie spodziewam się szału. Ostatecznie wybrałem inną końcówkę lampową, nie będę pisał jaką żeby nie robić kryptoreklamy.

    MrPopiel
  2. jestem bardzo ciekaw waszej opini.
    Ps.jeszcze raz poprosze! polecajcie jakieś WYBITNE urządzenia dla Kowalskiego ,bo zamęt jest ogromny.( macie długoletnie doświadczenie a napewno takowe są)

    DZIAD
  3. Genialny test jak zawsze. Prawdziwy i zgodny z moimi obserwacjami po odsłuchu tej końcówki. Można na Was polegać Chłopaki! Już mnie mdli od tych słodkich pierdów na rebelsach. Czy Ci durnie nie wiedzą, że całą Polska się śmieje z ich ustawionych tekstów sponsorownaych? I jeszcze ten “ukryty” handelek na boku.

    SzewczenkoAndriu
  4. Naprawdę wielkie dzięki dla autora za tak dokładne rozwinięcie tematu. Dokładnie tego poszukiwałem.
    Przyznaję się po dobroci, że niezwykle zainteresował mnie ten teścik, pomimo, że aż tak bardzo nie interesuję się tą tematyką.

    Siemysli
  5. Wzmacniacze Accuphase często polecane są przez dystrybutora Nautilus do łączenia z Dynaudio .Tymczasem to połączenie nie przesadzę jak napisze że jest bardzo słabe, to znaczy Accuphase są za słabe aby napędzić Dynaudio . Dynamika kiepska i barwa prymitywna .Wpierał mi to sam dystrybutor na prezentacji w Nautilusie że tak powinien system grać ,a grało słabo. Gdy odważyłem się to na FB napisać zmieńcie wzmacniacz niemal nie zostałem zakrzyczany przez adoratorów króliczka . Słuchajcie zanim coś kupicie .

    Adam M

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *