Wprowadzenie

W 2003 roku kiedy Nova Utopia wchodziła na rynek Jmlab był stosunkowo młodą firmą, ale od momentu powstania w 1980 r, wyrosła na jednego z czołowych graczy rynku Hi Fi, a przede wszystkim Hi-End. Dwuczłonowa nazwa Focal JMlab (JM od inicjałów założyciela – Jaquesa Mahula ) rozpoczęła działalność jako producent samych przetworników sprzedawanych innym producentom głośników ( w tym najbardziej znanym Wilson Audio) oraz w segmencie car audio. Kilka lat później Focal postanowił sam spróbować swoich sił w budowie kompletnych zestawów głośnikowych pod nazwą JMlab – jako marką dla oddzielnej inicjatywy. Z czasem praktyka sprzedawania samych przetworników innym producentom została wycofana i cała gama kolumn głośnikowych powstaje do chwili obecnej pod bardziej praktyczną nazwą – Focal. Już w pierwszym okresie działania firma miała reputację tworzenia zestawów wysokiej jakości o dużym stopniu innowacji, ale prawdziwy wzrost międzynarodowej reputacji nastąpił wraz z wprowadzeniem w 1995 r flagowej Utopii. Zaczynając od modelu Grande Utopia i udostępniając w regularnych odstępach w dalszej kolejności trzy mniejsze modele. Utopie odniosły duży sukces zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych jak i na Dalekim Wschodzie, a firma stopniowo wcielała zastosowane tam rozwiązania w tańszych modelach. Pod koniec 2002 roku Focal ogłosił, że wprowadza na rynek zupełnie nową kolekcje Utopii. I choć wizualnie nowinki wyglądały podobnie do poprzedników, to prawie wszystkie elementy były zupełnie nowe. Opisywany i recenzowany poniżej zestaw Jmlab Nova Utopia Be, to drugi wówczas od góry model zaraz po Grande Utopia Be.

Budowa

Jakość wykonania i jak i sama konstrukcja mimo upływu lat wciąż daje poczucie obcowania z produktem topowym, wykonanym z polotem i elegancją. Dodatkowo gabaryty jak i ciężar pojedynczej konstrukcji (125kg sztuka) świadczą, że nie pożałowano środków i zabiegów na odpowiednie usztywnienie i wytłumienie skrzyni. Boczne ścianki są wykonane z egzotycznego drewna i dostępne w trzech różnych odcieniach forniru (Classic, Signature , Avantgarde). Natomiast panel przedni składający się z oddzielnych modułów dla każdego z podzakresów jak i góra obudowy oraz tylny panel są wykończone metalicznym lakierem w kolorze czarnym. W tym wypadku lakier świetnie komponuje się z wykończeniem boków obudowy w drewnie egzotycznym. Należy jednak pamiętać, że lakier wymaga starannych zabiegów pielęgnacyjnych, aby nie porysować wrażliwej pod tym względem powierzchni. Focal konsekwentnie stosuje pojedyncze terminale przyłączeniowe (tutaj WBT) i nie jest przekonany o zaletach połączenia bi wire lub bi amping. Wewnątrz kryję się między innymi ówczesna duma francuskiego producenta, również wyeksponowana w nazwie modelu w postaci wyjątkowego i ekskluzywnego głośnika wysokotonowego. Chodzi oczywiście o odwróconą metalową kopułkę wykonaną z czystego berylu (stąd „Be”). To bardzo rzadki i kosztowny materiał, który jest również bardzo trudny w obróbce. W czasie promocji nowej serii gdy pojawiła się na rynku 2003 roku, można było odnieść wrażenie, że Focal jest pierwszym producentem, który zastosował ten materiał. Jednak Yamaha stosowała już w latach 70 głośniki średniotonowe i wysokotonowe z użyciem berylu. Również JBL używał tego materiału w sterownikach kompresji niektórych profesjonalnych modeli. Natomiast całkowicie oryginalnym wkładem Focala jest rozwój technologii wymaganej do stworzenia folii z berylu o minimalnej grubości. Opatentowana przez Focal w pozostałych przetwornikach ( 2 x średniotonowe 16,5cm, 1 x 33cm niskotonowy) technologia stożka W- Sandwitch została znacznie udoskonalona w porównaniu do pierwszej linii Utopii. Oprócz tych udoskonaleń przetworniki średniotonowe i niskotonowe poza jednym dużym magnesem używają siedmiu małych magnesów samarowo-kobaltowych w kształcie pierścienia wokół cewki. Jmlab do dzisiaj stosuje to rozwiązanie i niezmiennie nazywa ten patent – Flower Power. Rozwiązanie to zapewnia nie tylko bardzo wysoki strumień magnetyczny, ale także gwarantuje lepszy kontakt między magnesami a metalową częścią nabiegunnika. Komora głośnika niskotonowego wentylowana jest przez port bas refleks z przodu obudowy, który umieszczony jest nisko podłogi. Całość konstrukcji prezentuje się nad wyraz pięknie i monumentalnie.

Test

„Firmowe” brzmienie zestawów wychodzących spod reki Jaquesa Mahula na przestrzeni wielu lat znam dość dobrze. Miałem okazje zapoznać się precyzyjnie za uchodzące jako kultowe w latach ‘90 w układzie Di Appolito – Point Source 5.1. Najbliżej było mi jednak do tego co wykreowało mój obraz brzmienia w wykonaniu Focali, wyniosłem z cieszącego się popularnością w Łodzi sklepu audio przy ulicy Legionów 13. Na samą myśl i wspomnienie o tym magicznym miejscu na mapie Łodzi łezka kręci się w oku. Będąc tam między innymi częstym gościem mogłem posłuchać modelu Mini Utopia z pierwszej serii, co ciekawe osadzonych nie na oryginalnych standach, a na specjalnie wykonanych na zamówienie stabilnych podstawach ze stali. Bywalcy tego miejsca pamiętają, że pozostałe elementy zestawu to zawsze przemyślane komponenty tworzące idealne połączenie. Chociażby takie jak transport CD Mark Levinson, DAC Theta Gen V, przedwzmacniacz tylko i wyłącznie Cello i okablowanie w całości Transparent Audio. Dobrze zestrojone brzmienie w połączeniu z życzliwą osobowością właściciela tworzyło oazę gdzie przyciągało jak magnes. Wyniesione z tego miejsca brzmienie Focali spowodowało, że zawsze w jakimś stopniu kolumny tego producenta towarzyszyły w moim własnym systemie. Jednak pierwszy powrót do marki po latach nie był zbyt udany. Zakup modelu 1027 Be nie wytrzymał próby czasu i konfrontacja z tym co zapamiętałem z brzmienia Mini Utopii nie miało za dużo wspólnego z tamtym doświadczeniem. Eksperyment trwał pół roku i podjąłem jeszcze próbę z wchodzącym akurat do sprzedaży większym zestawem 1038 Be. Natarczywość i rozjaśnione brzmienie w tym przypadku były jeszcze bardziej odczuwalne i po odsłuchach kilkudniowych kolumny wróciły do sklepu. Na jakiś czas nowe konstrukcje z St Etienne wyleczyły mnie skutecznie z posiadania głośników tej marki. Renesans ponownie nastąpił już w nowej adaptacji akustycznej mojego pomieszczenia, gdy nadarzyła się okazja kupić za niewielkie pieniądze „stare” Electry 926. Postanowiłem ostatecznie zmierzyć się z resentymentami i zweryfikować przechowywane w głowie brzmienie z czasów pierwszej wersji Mini Utopii versus nowsze dzieła Focala. Efekt był na tyle obiecujący i zachęcający, że rozbudził apetyt na więcej, więc postanowiłem podnieść poprzeczkę i do „926” dołączyły zdecydowanie wyżej plasowane Alto Utopia już z berylem w obudowie. W dalszej kolejności nastąpił skok na szeroką wodę i w pomieszczeniu Mephisto pojawiły się właśnie recenzowane Focal Nova Utopia Be.

Już po kilku minutach nasunęło mi się spostrzeżenie, że Nova Utopia raczej nie przyniesie żadnych szczególnych niespodzianek względem mniejszych Alto Utopia czy nawet Electra 926. Może okazać się to kontrowersyjne, ale „926” wydają się być bardziej spójne, a poszczególne zakresy lepiej połączone. Wydawać by się mogło, że największym atutem Nova Utopia co chyba nie będzie wielkim zaskoczeniem są wysokie tony. Producent od lat słynie z wytwarzania kopułek, a te wykorzystywane w modelu Nova oraz współczesne wcielenia berylu przez niektórych audiofilów do dziś uważane są za jedne z najlepszych. Bardzo byłem ciekaw jak się spisze wysokotonowy Beryl chociażby względem Tioxidu z Electry. Kolumny Alto wcześniej pod tym względem pozostawiły pozytywne wrażenia. W sumie po kontakcie z „berylem” byłem nieco zaskoczony. Oczekiwałem czegoś zdecydowanie odmiennego. W gruncie rzeczy istnieje spore podobieństwo pomiędzy brzmieniem Berylu, a Tioxidem. Wysokie tony są na pewno klarowne, nawet perliste, ale również w zależności od nagrania potrafią zabrzmieć nadmiernie ofensywnie. Górne rejestry wokali, skrzypiec, fortepianu czy mocniejsze szarpnięcia strun miały trochę rozjaśniony charakter. Fortepian Keitha Jarret’a potrafił lekko „zaszklić” i instrument również tracił właściwe dociążenie prawej ręki. Próby z dogięciem osi do środka jak również z ich wyprostowaniem były zauważalne, ale pojawiające się zmiany w wyniku drobnych korekt nie były szczególnie dramatyczne. Ostatecznie ustawiłem kolumny z osiami krzyżującymi się za głową, z nieznacznym złagodzeniem brzmienia. Co ciekawe wspomniana ofensywność wyższych rejestrów nie pozbawiła brzmienia pewnej gładkości, a nawet miękkości. Zdaję sobie sprawę, że to ostatnie stwierdzenie zakrawa na paradoks i mimo uwypuklenia dźwięki talerzy i innych instrumentów operujących w górze pasma zachowały w swej barwie sporo charakteru miękkiego głośnika. Zauważalna jest lekko zachwiana równowaga tonalna i przesunięcie ciężaru prezentacji w górę pasma, ale z drugiej strony akceptację tego stanu rzeczy ułatwiała jakość wysokich tonów i stereofonii. Delikatne muśnięcia talerzy przez Charli Antolini’ego na płycie „On The Beat”czy Jim’a Keltnera z płyty „The Sheffield Lab” potrafią elektryzować słuchacza. Mam świadomość, że wielu melomanów preferuje takie „doświetlenie” góry pasma i oczekuje takiej prezentacji tego zakresu. W przypadku Electry producent postawił na brzmienie nieco bardziej uniwersalne. Nawet Alto wydawały się bardziej spójne w tym aspekcie. Soprany zabrzmiały dźwięcznie i muzykalnie. Należy podkreślić dobrą współpracę głośnika wysokotonowego ze średniotonowym. Jednoznaczna diagnoza wysokich tonów w wykonaniu zastosowanego „berylowca” jest bardzo trudna, ponieważ ocena tego pasma jest silnie determinowana odtwarzanym materiałem. Dobrze zrealizowane nagrania potrafią zabrzmieć wybitnie, natomiast słabsze realizację wręcz karykaturalnie. Ta kopułka na pewno nie obchodzi się tolerancyjnie ze słabszymi realizacjami. Z Edith Piaf w utworze „No, je ne regrette rien”Beryl był bezlitosny co nie jest najlepszą rekomendacją. Znajomy, który również szybko wychwycił te mankamenty znęcał się nade mną psychicznie i katował mnie nie najlepiej zrealizowanymi nagraniami Joe Dassin gdzie sybilanty i płaski dźwięk atakowały z każdej strony. Średnica bardzo solidna, ale bez tego naturalizmu, który by zapierał dech w piersiach. Same barwy odbierałem w zależności od dnia i wyboru materiału. W muzyce klasycznej podstawą są tony średnie. Kwintet, blachy i drzewo instrumentów smyczkowych okupują ten właśnie przedział. Brzmienie muzyki symfonicznej określiłbym jako miłe i stonowane. Bez przesady można stwierdzić, że skrzypce należały do jednych z najlepiej odtworzonych (płyta „Recomposed By Max Richter”). Tutaj Nova Utopia ustępowała tylko głośnikom Wilson Audio. Nagrania solo instrumentów klawiszowych również były prezentowane wiernie. Dźwiękowi fortepianu Artura Rubinsteina z płyty „The Most Beautiful Piano” towarzyszył długi pogłos. Z kolei fortepian w rękach wspomnianego Keitha Jarret’a idealnie odtwarzał krótkie, wygaszane uderzenia. Klawesyn zwracał uwagę dźwięcznym rozedrganiem szarpanych strun i aurą pogłosową. Dla melomanów przywiązujących wagę do tego rodzaju smaczków Utopie stanowią znakomitą zabawkę. Muzyka wokalna również wypadała dobrze ( płyty „Blessed Art Thou Among Women”, The Fairfield Four „Gold Medal Unfiltered Sound”). Nie można mieć zastrzeżeń do naturalności barw instrumentów i głosów. Jak to się często zdarza z przejrzyście brzmiącymi zestawami, Nova dobrze oddaje efekty stereofoniczne. Kolumny bez problemu pokazują źródła zlokalizowane poza szerokością bazy. Rozmiary sceny były adekwatne do samych gabarytów głośników i bez problemów były w stanie ukazać głęboką scenę dźwiękową. Mimo opisanych wyżej pozytywnych wrażeń należy nadmienić, że wspomniana przejrzystość zestawów staje się czasami problematyczna ze względu na analityczność Utopii. Z jednej strony instrumenty dobrze wypełniają scenę, wybrzmiewają całościowo nawet w trudniejszych nagraniach, a z drugiej brak klimatu powoduje, że scena dźwiękowa wydaje się niekiedy zbyt przezroczysta i za mało wypełniona mikro dźwiękami. Miałem wrażenie zbytniej sterylności i braku ciepła. Pomijając te drobne nieścisłości trzeba przyznać, że ilość szczegółów związana z wybrzmiewaniem instrumentów jest imponująca i poza zasięgiem wielu recenzowanych zestawów. Dynamika w skali makro jest bardzo dobra choć nie nadzwyczajna. Silny bas stanowi dobrą podstawę i stwarza pewną potęgę, ale z wieloma zastrzeżeniami. Ogólnie dźwięk jest raczej szybki i sprężysty, jedynym krytycznym ogniwem są właśnie najniższe składowe. O ile średnica i wysokie w wykonaniu Nova Utopia dla wielu melomanów mogą okazać się niemalże symfonią dźwięku, to już jakość i ilość basu budzi poważne zastrzeżenia. W wielu nagraniach z bardziej wyeksponowaną linia basu niskich tonów jest zdecydowanie za wiele (Raz, Dwa, Trzy „Tak jak malował pan Chagall”). Bas jest bardzo obecnym składnikiem przekazu i już nie dorównuje jakościowo wyższym składowym. Część nagrań została co prawda odtworzona całkiem przyzwoicie, bas pozostawał w granicach normy, ale niestety w wielu przypadkach był on nadmiernie wyeksponowany (Colin Vearncombe „Water of Snow”). Dźwięk bywa zbyt obszerny i powolny. Być może słuchacze poszukujący trochę sztucznego efekciarstwa będą zadowoleni, ale uważam że jest to najsłabsza strona brzmienia Nova Utopia. Dłuższe odsłuchy nagrań z wyraźnie zaznaczoną linią basu jak na płycie Marcusa Millera „Silver Rain”z czasem stały się dla mnie trochę nużące, a nawet męczące. Wyższy bas jest zdecydowanie lepiej artykułowany, poszczególne dźwięki są oddzielone i dynamiczne, mają dobry atak. Niestety okupione jest to charakterystycznym suchym brzmieniem, które w dużym stopniu determinuje materiał z jakich wykonane są membrany. Słychać, że mamy do czynienia z włóknem szklanym. Zamiast najniższych składowych kontrabasu słyszymy przeciągające się buczenia i dudnienia (Jazz at Lincoln Center Orchestra with Wynton Marsalis „Live in Cuba”). Natomiast świetnie wypada na tych zestawach stopa perkusji, a w nagraniach rockowych stanowi dobry fundament i nadaje muzyce wykopu ( Anthrax „I’m Alive” czy Tool „Undertow”). Musze przyznać, że rewelacyjnie było też na rapie, hip-hopie (Fish Emade) i muzyce elektronicznej. Mimo przytrafiających się nieraz wybrzmień basu, to Utopie bardzo żwawo podążają za tempem ostrzejszych rockowych, popowych i elektronicznych numerów.

Podsumowanie

Jmlab Nova Utopia Be mają sporo składników brzmienia na nieprzeciętnym poziomie. Osobiście jako poważniejszą wadę postrzegam odtwarzanie basu z przesadą i zbyt rezonującym charakterem. Przy wszystkich zaletach jest to wada, która dla wielu słuchaczy może być drażniąca. Wydaje mi się jednak, że decyzja Jmlab w tym wypadku nie była przypadkowa. Doświadczenie uczy, że bardzo wielu słuchaczy chętnie akceptuje tego typu sztuczne podbicie, jeśli w zamian zwiększa się subiektywnie postrzegana masa dźwięku. Nova Utopia to przede wszystkim mimo upływu lat wciąż solidność i inżynieryjna kompetencja. Na nieszczęście dla nich pod koniec odsłuchów dojechały do mnie zestawy Wilson Audio Sasha DAW. Od pierwszych dźwięków słychać było, że kolumny te w aspekcie odtwarzania basu dzieli przepaść na korzyść Wilson Audio. Drugim czynnikiem, który szybko dało się wychwycić zaraz po podłączeniu Sashy DAW w miejsce Utopii, był w Jmlab brak tego nieuchwytnego pierwiastka, trudnego do zdefiniowania w teorii, ale w sumie bardzo oczywistego w subiektywnym odbiorze. Chodzi o jakiś magiczny dodatkowy element, coś co przyprawia dźwięk smaczkiem wyrafinowania. Nie mniej dla osób posiadających pomieszczenia do słuchania muzyki o powierzchni większej niż 40 metrów przy obecnych cenach tych zestawów na rynku wtórnym (około 50 tyś) wciąż jest to propozycja ponadczasowa i atrakcyjna brzmieniowo.

Mephisto

Sprzęt towarzyszący:

W przypadku toru analogowego: Pre Sonic Frontiers Line 3, Pre gramofonowy Sonic Frontiers SFP 1 Signature, gramofon Clearaudio Champion Level 2.

DAC dCS Bartok, wzmacniacze DPA Enlightenment ( krótko ze względu na niewystarczającą moc), Sansui B 2103, Electrocompaniet AW 600 Nemo. Okablowanie MIT i Transparent Audio.

Podstawowe dane techniczne:

Typ obudowy: bas refleks z otworem z przodu

Pasmo przenoszenia: 25Hz – 40kHz

Impedancja: nominalna 8 Ohm

Efektywność: 91,5 dB

Zalecana moc wzmacniacza: 50 – 350W

Wymiary: wys 133,7cm, szer 44cm, głęb 62cm

Waga 125 kg sztuka

Cena: ok 40 tyś $ w 2003 r.

Jeden komentarz

  1. Słyszałem sporo opinii, że poprzednia linia Utopi była jednak bardziej udana, właśnie ze względu na lepszy przetwornik wysokotonowy. A na pewno ma wiernych zwolenników, którzy nie zamieniliby tioxidu na nic innego.
    Osobiście Utopi na berylu nie słyszałem, ale Mini lub Mezzo zrobiły na mnie bardzo pozytywne wrażenie.

    Gość

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.