Wprowadzenie

Wilson Audio to bezdyskusyjnie manufaktura legenda. Bardzo konsekwentnie budowany przez dziesięciolecia wizerunek firmy, poparty docenianym brzmieniem oraz oryginalnymi rozwiązaniami technologicznymi przełożył się ostatecznie na czołową pozycję na świecie wśród producentów kolumn głośnikowych. Pamiętam jeszcze z lat ‘90, że jak w dyskusjach audiofilów wypowiadało się z estymą magiczne słowa Wilson Audio, to już wtedy mało kto nie wymawiał przed nazwą firmy przymiotnika „najlepsze na świecie”. Jak jest obecnie? Upłynęło wiele lat, konkurencja jak i dostępność wszelkich marek na wyciągnięcie ręki ograniczone tylko kwestią finansów. Dzisiaj użycie przymiotnika „najlepsze” stało się bardzo ryzykowne, ponieważ w najlepszym wypadku można zostać skorygowanym, że co najwyżej jedne z najlepszych. 🙂

Sama stylistyka Wilson Audio zawsze wzbudzała i wzbudza do dziś wiele kontrowersji. Jedni doszukują się we wzornictwie paskudztwa o wyglądzie pralki, określeniu tak często wykorzystywanym, że w kręgu audiofilów utarło się jako synonim marki. Mnie dziwne i kanciaste kształty przypadły do gustu i nie widziałem w tej stylistyce brzydkich kaczątek. Moje pierwsze kontakty z Wilson Audio, to przede wszystkim wystawy. Później pojawiła się sposobność posłuchać konfiguracji, która bodajże na dwóch pokazach w Kanadzie i USA została okrzyknięta przez grupę recenzentów muzycznych jako brzmienie wystawy. Konfiguracja sprzętowa na wspomnianych ekspozycjach prezentowała się następująco: Wilson Audio Sasha, jako źródło Mark Levinson, a wzmocnienie zapewniał lampowy: Sonic Frontiers Pre Line 3 i monobloki Power 3. Okablowanie to tradycyjnie w tym wypadku Transparent Audio. Za kilka lat po tych wydarzeniach udało się dzięki wysiłkowi kilku znajomych pasjonatów wspólnymi siłami odtworzyć wspomnianą wyżej konfigurację. Uwzględniając moje ówczesne doświadczenie i osłuchanie był to spektakl muzyczny, który koniecznie chciałbym w tamtym czasie mieć u siebie. Jak to w życiu bywa chcieć, a móc to dwie różne rzeczy. Ostatecznie, nigdy już jako wyłącznie mój system nie udało mi się zestawić ponownie takiego setu . Było blisko, bo z urządzeń Sonic Frontiers posiadałem wszystko, był przejściowo Transparent Audio i Mark Levinson, ale zawsze brakowało kluczowego elementu tego zestawienia – Wilson Audio.

W ostatnich latach miałem okazję posłuchać Wilsonów na wystawach jak i w warunkach domowych. Co do wystawy, biorąc poprawkę na mało korzystne warunki jakie tam bywają, to bezsprzecznie najwięcej czasu spędziłem w pokoju gdzie panował model Alexx. To było coś co zapadło na długo w pamięć i skłoniło do wzięcia pod rozwagę zakupu Wilson Audio do swojego systemu. Eksperymenty z odsłuchami Sashy 2 i Alexii nie przekonały mnie na tyle, aby to co proponowały brzmieniowo te modele zdecydować się na zakup i poważny wydatek. Jednak argumentem, który zdecydował, że ostatecznie zrezygnowałem, był brak możliwości zweryfikowania tych modeli we własnym systemie i znanych warunkach akustycznych. A patrząc na to z perspektywy czasu, chyba najbliższym prawdy jest samokrytyczne: „chciałoby się wieś, tylko pieniądze gdzieś”.

Budowa

Nowy model SabrinaX może sprawiać wrażenie, że wygląda identycznie jak jego poprzednik. Różnice wydają się subtelne. Jednak jak przekonuje dynamiczny i kreatywny duet Daryl Wilson i Vern Credille odpowiedzialny po śmierci Dave Wilsona za wszystkie nowe projekty, konstrukcja niesie za sobą znaczące ulepszenia. Nawet więcej, ponieważ w materiałach promocyjnych można wprost wyczytać, że projekt był inspirowany bezkompromisowym i limitowanym WAMM Chronosonic oraz że przyjęto z tego ekstremalnego osiągnięcia wiele koncepcji i praktycznych elementów do Sabrina X. I tak dla uwiarygodnienia tezy z poprzedniego zdania Sabrina X ma nowy wysokotonowy głośnik z jedwabną kopułką o średnicy 25mm (Convergent Synergy Mk. 5), używany obecnie we flagowych Chronosonic XVX! Użycie i zaimplementowanie głośnika wysokotonowego z modelu XVX w cenie 1 700 000zł do konstrukcji za 100 000zł musi budzić uznanie i nie należy tego traktować jako uproszczenie tylko rzeczywistą implementację. Zachowany został z poprzedniej Sabriny ceniony głośnik średniotonowy wykonany z nasączanej pulpy papierowej o średnicy 146mm. Głośnik niskotonowy to 203mm, stosunkowo nowy zastosowany po raz pierwszy w Sasha DAW „papierzak”. To co najbardziej wzbudza gorące dyskusje na forach internetowych, czyli z jakich elementów zbudowano zwrotnice, nie da się rozstrzygnąć. Firma od zawsze strzeże tajemnicy użytych komponentów i zwrotnice są bardzo dokładnie zalane czarną masą bitumiczną. Można znaleźć tylko wzmiankę, że znajdują się w niej opatentowane przez firmę Wilson Audio, wysokiej klasy kondensatory Audio Cap X-WA, które po raz pierwszy wykorzystano w XVX. W przypadku Sabriny X zastosowano specjalnie przygotowaną wersje do tego modelu. Kolejna różnica między poprzednim wcieleniem Sabriny, to zastosowanie tym razem w całej konstrukcji kosztownego i opatentowanego kompozytu Material X, obojętnego na rezonans, podobnie jak w przypadku droższych modeli firmy. Świadczy o tym chociażby masa pojedynczej kolumny. Zestawiając to z wyglądem można się bardzo zdziwić, ponieważ ta niepozornie wyglądająca kolumienka waży przy swoich gabarytach 51kg! Nowy jest również aluminiowy i obrobiony maszynowo port bass refleks, redukujący do minimum efekt przepływającego powietrza. Nowością są również produkowane we własnym zakresie gniazda głośnikowe, które teraz akceptują również wtyki bananowe. Oba te nowe elementy pochodzą bezpośrednio od Sasha DAW i XVX. Prostym, aczkolwiek praktycznym zabiegiem w przypadku terminali przyłączeniowych jest plastikowa płetwa, która skutecznie oddziela zacisk + od – co skutecznie chroni przed przypadkowym zwarciem podczas mocowania kabli głośnikowych. Od spodu obudowy między kolcami jest dostęp do przykręcanej płytki, po odkręceniu której widać zalaną masą bitumiczną zwrotnicę. Ale w tym wypadku nie to jest najważniejsze, tylko tym sposobem możemy dostać się do rezystorów, którymi można modyfikować brzmienie Sabrin. Podobnie jak w droższych modelach. Dystrybutor dostarczył na moją prośbę dodatkowe dwa komplety rezystorów, dzięki czemu mogłem również dokonać odsłuchów w innej konfiguracji niż ustawienie fabryczne. Co do jakości wykonania można tylko użyć stwierdzenia, że Wilson Audio w tym aspekcie stworzył własną kulturę doskonałości. Jakość powłoki lakierniczej, wykończenie wszelkich detali czy chociażby maskownic może być tylko wzorem do naśladowania .

Test

Sabriny X zostały dostarczone do testu przez dystrybutora w momencie kiedy główne skrzypce w moim systemie odgrywały Focal Nova Utopia Be. Wciśnięcie Sabrin między kolosy Focala nasunęły mi skojarzenia biblijne (Dawida i Goliata) ze względu na dysproporcje w gabarytach. Musze się przyznać, że próbny rozruch i pierwsze wrażenia, to mało profesjonalna ocena Sabrin wyglądem, a nie brzmieniem. Dodatkowo mało zachęcające pierwsze dźwięki jakie popłynęły z Sabrin niechlujnie ustawionych, nie zapowiadały zbyt wielkich wrażeń muzycznych. Wydawało mi się to dziwne mając w pamięci jakie doznania wywarły na mnie niewiele wcześniej Sasha DAW, Alexia, że o modelu Alexx nie wspomnę. Zawsze trochę w sposób nonszalancki podchodziłem do nacisku jaki Wilson Audio kładzie w kwestii precyzyjnego ustawiania na milimetry swoich zespołów głośnikowych. Uważałem to bardziej za budowanie otoczki wyjątkowości produktu niż faktycznego wpływu na końcowy efekt brzmieniowy. Jednak odpowiedzialne podejście do testu, mimo moich wewnętrznych oporów wymagało starannego zastosowania się do sugestii zawartych w książce serwisowej i katalogu dołączonym do Sabrin. Nie pozostało nic innego jak miarka do reki i rozpoczęcie żmudnego procesu pozycjonowania kolumn zgodnie z zaleceniami producenta. Finalnie baza stereo była szeroka na około 3m. Odstęp od ścian bocznych to dokładnie 65cm, a od ściany tylnej 145cm. Każdy centymetr dogięcia do wewnątrz ma duże znaczenie w znalezienia optymalnej pozycji, aby uzyskać precyzyjną lokalizację instrumentów. Jeszcze kilka minimalnych korekt i mogłem spokojnie usiąść na kanapie i sprawdzić poza możliwościami brzmieniowymi czy jest o co kruszyć kopie z tak drobiazgowym ustawianiem na milimetry. Z perspektywy kanapy Sabriny wydały mi się jeszcze bardziej filigranowe w moim 30 metrowym pomieszczeniu. Zaraz naszła mnie myśl jak te „monitorki” nagłośnią mój pokój. Weryfikacja pierwszych wrażeń jakie wyniosłem z próbnego odsłuchu wcześniej wspomnianego, gdzie Sabriny były wciśnięte między Utopie i zagrały chuderlawym dźwiękiem nastąpiła błyskawicznie. Tutaj po raz pierwszy i nie ostatni zestawy zaprzeczyły prawom fizyki, ponieważ wygenerowana scena dźwiękowa była takich rozmiarów, że przeczyła wymiarom podłączonych głośników! Odniosłem wrażenie, że słucham dwukrotnie wyższych zestawów.

Obawy co do potęgi niskich tonów okazały się bezpodstawne. W tym aspekcie po raz drugi można powiedzieć, że pojedynczy przetwornik zaprzeczył prawom fizyki. Bas jest szybki i konturowy, co znacznie ożywiło elektryczny jazz oraz utwory rockowe (Living Colour „Flying”). Jego potęga jak na tak niewielkie gabaryty jest piorunująca (Lights Out: The Ultimete Tribute to UFO). Średni i wyższy bas nigdy nie dominują i są doskonale zszyte ze średnicą, a zejście do najniższych rejestrów jest bardzo dobre co wyraźnie dało się odczuć w muzyce organowej, czy bębnach – Charly Antolini „Sticks to me”. Trudny do zaliczenia przez większość zestawów głośnikowych utwór Bacha „Toccata and Fugue for organ In D minor” zaskoczył wyjątkową potęgą brzmienia, zachowując doskonale gradacje nakładających się na siebie wybrzmień organów. Nawet w tym przypadku nie usłyszałem, że jest coś takiego jak port bass – refleks, a obudowa Sabrin X ani nie drgnęła. Zakres ten cechowała bardzo dobra dynamika, podkreślając ekspresyjny charakter kontrabasu w nagraniach jazzowych. Szarpnięcia strun tego instrumentu były bardzo wyraziste uwypuklając realizm instrumentu – Wallace Roney „Blue Dawn – Blue Nights”. W przypadku nagrań dokonanych w dużych pomieszczeniach koncertowych dźwięk kotła charakteryzował się doskonała głębią, precyzyjną lokalizacją i pewnym atakiem – Various Concerto „Various Artists” z wytwórni Western Electric Sound. Pozytywnym zaskoczeniem jak z tym zakresem radzą sobie niepozorne Sabriny, było bezpośrednie odniesienie do Utopii, gdzie Focale dały się wyraźnie łapać na przykrych rezonansach w tym zakresie, że o dudnieniu nie wspomnę. Najlepszym przykładem możliwości gry na basie odnosząc się do powyższego porównania był otwór „Man from Reno”- Gorana Bregovica. W wykonaniu Sabriny było imponująco niskie zejście bez utraty kontroli tego zakresu, natomiast bas Utopii zdominował przekaz muzyczny epatując podbarwieniem i rezonansem. Konfrontując ten zakres z niepozornymi gabarytami skrzyń, bas jest wyjątkowo dynamiczny i swobodny. Nie zanotowałem żadnej kompresji nawet w wymagających energetycznych nagraniach, odtwarzanych z bardzo wysokim poziomem dźwięku. Przekaz pod względem gradacji dynamiki, zachowania kontroli nad barwami i przede wszystkim wyrafinowania tego zakresu pozostawał zbliżony do referencyjnego.

Najbardziej uderzające pierwsze wrażenia z odsłuchów Sabrin X, to neutralność brzmienia. Dźwięk był zupełnie czysty, pozbawiony rozjaśnienia, czy ocieplenia. Nawet w pierwszym momencie dla niewyrobionego słuchacza mógłby wydawać się nieco surowy. Wrażenie takie może być spowodowane, że Sabriny nie zafundowały żadnych upiększeń mogących poprawić naturę. Inne konstrukcje w podobnych przedziałach cenowych przy bezpośrednim porównaniu okazują się brzmieć w sposób podbarwiony i nienaturalny. Jak wspomniałem wyżej, kolumny są bardzo neutralne i doskonale pokazują różnice w podłączonej elektronice. Nawet do tego stopnia, że przeprowadzając test bardziej słyszałem elektronikę niż kolumny. Osobiście radziłbym łączyć Sabriny X ze wzmacniaczami o czystych , nasyconych barwach. Dwa głównie wykorzystane do testu wzmacniacze sprawdziły się w tym zestawieniu idealnie. Zarówno Sansui B 2103 jak i monobloki Electrocompaniet AW 600 Nemo. Sabrina X na górze i średnicy miała bardzo czysty i gładki charakter. Instrumenty i głosy ludzkie miały bardzo klarowne i różnorodne brzmienie, zupełnie pozbawione podbarwień czy ostrości. Dodatkowo dźwięk okraszony był nadzwyczajną porcją mikroszczegółów. Skrzypce pokazały całe swoje zróżnicowanie barwowe i dynamiczne, kreując wrażenie, że dźwięk generowany jest z naturalnego instrumentu za pomocą pociągnięć smyczka. Uwadze nie umykały najdrobniejsze efekty stuków i szelestów – Ida Haendel „Chacone – Ida Haendel Violin Recital”. Szczególną sztuką, która niestety rzadko się udaje, jest pokazanie całej pełni, delikatności a zarazem drapieżności brzmienia skrzypiec bez bolesnych dla ucha ostrości. Większość zestawów odtwarza to mniej lub bardziej przyjemnie, ale niestety mało naturalnie. Wielokrotnie już przytaczany w recenzjach przeze mnie król instrumentów – fortepian w utworze Keitha Jerreta „The Koln Concert” zabrzmiał w sposób dla konkurencji nieosiągalny. Natomiast w nagraniu „Overcome” zespołu Live fortepian jeszcze nigdy nie zagrał tak czysto i selektywnie. Ogólnie wszystkie realizacje tego zespołu są zasnute lekką mgiełką. Nie wiem jak to możliwe, ale Sabriny zniwelowały do zera ten dokuczliwy efekt i można było delektować się krystalicznie czystym brzmieniem bez zbędnych naleciałości. Jeśli chodzi o zakres wysokotonowy, to w dźwiękach wokali, skrzypiec, blach czy trąbki nie było żadnych nienaturalnych ostrości. Co więcej, trąbka Davisa miała wyjątkową czystość, blask i klarowność, a nie została odfiltrowana z naturalnej chropowatości. Na ogromne słowa uznania zasługuje również projekcja barw przy dużych poziomach głośności i szerokim instrumentarium. W wielokrotnie również przywoływanej przez mnie w recenzjach płyty Jelly Lord „Standard Time vol 6” czystość barwy saksofonu, trąbki jak i pozostałych „dęciaków” była znakomicie kontrolowana. Dźwięki były bardzo dobrze odseparowane i nigdy nie wyostrzone czy nieokreślone. Zróżnicowanie brzmienia blach nie sprawiało żadnych trudności. W dźwięku znalazło się wyjątkowo wiele wybrzmień, szczegółów. Nawet przy delikatnych uderzeniach, brzmienie było bogate i plastyczne, co pozwalało bez trudu odróżnić miejsce uderzenia w talerz i rodzaj pałki. Nagrania z dużą ilością wysokich składowych były bardzo czytelne i otwarte. Zarówno średnica i góra są niesłychanie detaliczne i to w sposób bardzo naturalny. Nie ma żadnych dodatkowych dźwięków zaśmiecających przejrzystość obrazu, za to ilość mikro-wybrzmień, zmian barwy i dynamiki wręcz zdumiewająca. Taki sposób prezentacji sprzyja wyjątkowej żywości i obecności instrumentów. Można je niemalże dotknąć, zobaczyć. Jestem w stanie zaryzykować stwierdzenie, że jakość wysokich tonów jest najlepsza jaką do tej pory słyszałem. Wydaje się, że Wilson Audio w tym aspekcie przesunął granice poza niemożliwe do osiągnięcia. Sabriny X ukazują również nowe spojrzenie na przestrzenność nagrań. Przekonałem się , że w utworach Millera, Miles’a Davis’a – „Live Around the World” czy Ala Jarreau zarejestrowana jest bardzo obszerna głębia. Nawet w trudnych i rozmazywanych często nagraniach śledzenie głębi i separacja szczegółów w każdym miejscu sceny przychodzi łatwo i w sposób wyjątkowo naturalny. Ze sceny nie emanuje przesadna ilość powietrza, a instrumenty są poustawiane bardzo czytelnie i przejrzyście. Nie ma tu niczego zbędnego i nadmiarowego.

Podsumowanie

Jak napisałem w zapowiedzi testu w ostatnim okresie miałem możliwość w znanych i kontrolowanych warunkach akustycznych zapoznać się z ofertą Wilson Audio, począwszy od recenzowanej wyżej Sabriny X przez Sasha DAW, Alexie 2 na Alexx skończywszy. Natomiast w okresie ostatniego roku intensywność gruntowego zapoznania się z ofertą wielu producentów zestawów głośnikowych w moim przypadku zahaczyła o około 50 par. Wniosek nasuwa się taki, że pod wodzą Daryl’a Wilson’a i Vern’a Credille konstrukcje Wilson Audio w wielu aspektach zdecydowanie wyprzedzają propozycje konkurencji. Lata konsekwentnych badań nad przetwornikami pozyskiwanymi od wielu producentów i wyboru najlepszego pod kątem swoich preferencji, udoskonalenie od lat stosowanego na obudowy Material X, własne kondensatory itp, a przede wszystkim świeże spojrzenie na strojenie kolumn przez wspomniany duet, zaowocował bardzo dojrzałymi i przemyślanymi brzmieniowo konstrukcjami. W przypadku oceny brzmienia zestawów Wilson Audio można złapać się na tym, że w tym przypadku stopniowanie przymiotników nie oddaje wrażeń związanych z możliwościami brzmieniowymi tych kolumn. Najbliższe prawdy byłoby w tym wypadku: lepszy, najlepszy, Wilson Audio. Z modelem Sabrina X producent zaczyna swoją ofertę z wysokiego C, a należy pamiętać, że w przypadku Wilsona to dopiero początek oferty i pozycjonowanie klasy brzmienia wraz ze wzrostem ceny kolejnego modelu jest zauważalna, a magia jeszcze większa. Również trzeba zauważyć, że to nie są kolumny dla każdego pomijając aspekt ceny. Jeżeli ktoś szuka realizmu i emocji to jest właściwy kierunek, żeby nie powiedzieć nawet jedyny. Używając banału – gra cały system, więc bez odpowiednich komponentów towarzyszących nie będzie dane doświadczyć możliwości brzmieniowych tych zestawów. Przez okres kiedy miałem u siebie Sabriny X oraz nie tylko ten model Wilsona, przewinęło się przez mój pokój wiele osób. Najczęściej po odsłuchu wypowiadanymi słowami pomijając czasami niecenzuralne wstawki było: „to jest niemożliwe” z zaakcentowaniem uznania i podziwu. Kolumna doskonała? Oczywiście nie, chociażby ze względu na swoje naturalne ograniczenia związane z zastosowaniem do pomieszczenia maksymalnie 25m. Również nie będzie to właściwy wybór dla wielbicieli kina domowego z 6 ustawionymi piętrowo subwooferami. Jednak dla wyrobionych słuchaczy gdzie naturalne brzmienie jest priorytetem propozycja, która ociera się o ideał.

Mephisto

Podstawowe dane techniczne:

Typ obudowy: bass refleks z otworem z tyłu obudowy

Pasmo przenoszenia: 31 Hz – 23 kHz +/- 3 dB

Impedancja: 4 Ohm

Efektywność: 87 dB

Minimalna zal. moc wzm. 50W

Wymiary: wys. 96.5cm z kolcami 102.5cm

szer. 30.5cm

gł. 39cm

Waga netto głośnika: 50.8kg

Cena: 99 880zł

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.