Trochę historii

Nieistniejąca już manufaktura Sonic Frontiers, to firma bardzo dobrze znana starszym audiofilom. Definitywny upadek tej zaawansowanej technologicznie i uznanej marki w 2001r spowodowało kilka niezależnych od siebie czynników. Jeden wspólny, który doprowadził do poważnych kłopotów lub nawet zniknięcia z rynku audio wielu gigantów hi-end, to kino domowe – dla mnie ślepa uliczka w audio. Dla Sonic Frontiers dodatkowym i największym ciosem był tzw. wielki kryzys i upadek azjatyckich tygrysów z nastaniem 1997r. Kryzys, który dotknął w pierwszej kolejności takie prężnie rozwijające się gospodarki jak: Korea Południowa, Tajwan, Singapur i Hongkong doprowadził to straty ponad 60% aktywów ulokowanych u dealerów Sonic Frontiers w tych krajach. Mimo wsparcia w postaci zaplecza technologicznego i finansowego przez Paradigm w 1997r, aby również poszerzyć ofertę o produkty szeroko pojętego kina domowego, pod znaną dobrze u nas marką – Anthem, to zastrzyk finansowy nic nie zmienił dla poprawy kondycji SF. Kryzys finansowy storpedował plany i podjęto decyzję w Paradigm, że inwestujemy tylko w rozwój Anthem, chociaż nie z takim rozmachem jak wstępnie planowano, natomiast decyzje co dalej z Sonic Frontiers odłożono na później wstrzymując jednocześnie jakiekolwiek prace rozwojowe. Agonia trwała prawie 3 lata, ponieważ na tyle wystarczyło wyprodukowanych elementów do montowania produktów. W 2001 roku zarząd Paradigm na walnym zgromadzeniu zdecydował rozstrzygnąć przyszłość Sonic Frontiers i poddał pod głosowanie co dalej. Wynik 5:1 oznaczał wygaszenie produkcji i definitywny koniec marzeń o ratowaniu firmy i jedyną osobą, która głosowała przeciw był właściciel Sonic Frontiers – Chris Johnson, którego jeden głos w tym wypadku był tylko aktem rozpaczy. To są informacje ze źródła , czyli od samego zainteresowanego Chrisa Johnsona, z którym miałem okazje wielokrotnie wymieniać różne opinie i kiedyś zadałem mu pytanie, jakie były prawdziwe przyczyny upadku Sonic Frontiers, ponieważ w sieci krąży wiele teorii spiskowych i każdy ma swoją historię na ten temat. Postanowiłem więc zapytać osobę najlepiej zorientowaną. Pytałem też o sprzedaż produktów w Polsce przez The Hi End Studio i Chris powiedział, że nasz rynek był wbrew pozorom znaczącym w imporcie do Europy.

W internecie można znaleźć wiele informacji o firmie, więc ograniczę się jeszcze do sprostowania mitów i stereotypów krążących o rzekomej awaryjności urządzeń Sonic Frontiers. Miałem wszystkie możliwe produkty z oferty, a czasami nawet podwójne egzemplarze i nigdy nie spotkałem się z powielanymi opowieściami typu: „mój kolega miał i spalił się transformator, albo inny znajomy narzekał na zacinający się mechanizm ładowania CD” w ocenianym poniżej transporcie. Firma dawała 5 lat gwarancji na urządzenie i rok na lampy, co w tamtych latach nie było powszechne. Ja nie miałem z produktami SF problemów, poza standardowym przeglądem i ewentualnym serwisem związanym z wymianą kończących się kondensatorów co pozwalało uniknąć poważniejszych napraw w przyszłości. Testowany Transport 3 służy mi bezawaryjnie 12 lat. Pomijając obiegowe opinie wydaje mi się, że sprzęt Sonic Frontiers mieści się zdecydowanie w niższych pułapach awaryjności, a w najgorszym wypadku nie odstaje zdecydowanie w tym aspekcie od konkurencji. 🙂

Test odsłuchowy

Dla wielu młodych adeptów audio nośnik CD to już prehistoria i porównanie w formie testu przestarzałej ich zdaniem technologii vs serwer (pliki) wydaje się o tyle dziwne co bezsensowne. Jednak wciąż dominująca grupa audiofilów, to ludzie gdzie głównym źródłem jest odtwarzacz CD. W dużym stopniu test ten jest skierowany do tej grupy osób. Ja jeszcze niedawno sam należałem do tej grupy i moje nieśmiałe próby oswojenia się z nową technologią, a przede wszystkim kontakt z dostępnymi urządzeniami na rynku sprowadzał się do konstatacji: Jeżeli ta cała technologia typu: serwery, pliki, streamery itp. ma być brzmieniowo nowym postępem i oświeceniem to ja dziękuje i pozostaje w średniowieczu z moim przestarzałym CD i analogiem. Przełom w moim wypadku nastąpił gdy w systemie pojawił się dCS. Dopiero w przypadku tego urządzenia zauważyłem zdecydowany progres, który nie pozostawiał wątpliwości, że to jest to, i postanowiłem opuścić nieśmiało mroki średniowiecza. Tym przydługim wstępem chciałem tylko zasugerować, że są urządzenia które mimo upływu lat wciąż są w stanie dorównać najnowszej technologii i reprezentującej ją urządzeniom jak chociażby wspomniany dCS Bartok.

Sentyment do Sonic Frontiers powodował obawy, że konfrontacja z Bartokiem obnaży bezlitośnie braki w bezpośrednim porównaniu, co by nie powiedzieć powoli, aczkolwiek schyłkowej technologii CD. Byłem przygotowany, że mit referencyjnego transportu runie, ale moje obawy okazały się przedwczesne o czym poniżej.

Zawsze uważałem transport Sonic Frontiers za jedno z najlepszych urządzeń jakie kiedykolwiek powstało i pomijając sam oryginalny wygląd urządzenia nawet w poprzedniej akustyce pomieszczenia i systemie , Transport 3 zawsze dawał poczucie grania na najwyższym poziomie. I nie inaczej było w bezpośrednim „zderzeniu” z najnowszymi osiągnięciami cyfrowego audio.

Przestrzenność i stereofonia, to bardzo mocne atuty tego transportu, mimo skupienia większej uwagi na tych aspektach nie udało mi się przyłapać Sonica na jakichkolwiek niedociągnięciach w tym aspekcie. W przypadku niektórych nagrań miałem nawet wrażenie, że scena jest większa i głębsza. Tutaj nie mia się do czego przyczepić i w parze ze znakomitą przestrzennością i stereofonią idzie rozdzielczość oraz szczegółowość. Małe niedociągnięcia udało się wychwycić dopiero tam gdzie głęboko budowana scena w najdalszych planach ma lekkie rozmycie konturów. Wybrzmienia i idealna równowaga tonalna dCS’a to klasa sama dla siebie i tutaj drobne różnice były zauważalne. Ten aspekt – wybrzmienia z doskonałą szczegółowością daje lekką przewagę Bartokowi. Natomiast Sonic czarował w zakresie średnich i wysokich tonów niesamowitą paletą barw, która z delikatnym ociepleniem przekazu muzycznego niosła ze sobą emocjonalny przekaz powodujący ciarki na plecach. Dla mnie właśnie urządzenia cyfrowe Sonic Frontiers mają w sobie ten tajemniczy pierwiastek i magię, która wyróżnia je na tle konkurencji. Dynamika to kolejny atut tego transportu. Nawet gęste aranżacje nie powodowały braku separacji i w tym aspekcie urządzenie wypada zaskakująco dobrze. Najwyższe składowe to sporo informacji przestrzennych pozbawionych jakiejkolwiek ostrości. Tutaj transport prezentuje przekaz szczegółowy, lekko stonowany i już nie tak bogaty w alikwoty jak dCS, ale wciąż na wysokim poziomie. Bas to największe zaskoczenie in plus. Nie spodziewałem się tutaj fajerwerków jednak prezentacja tego zakresu przypadnie do gustu fanom mocnego uderzenia. Bas był potężniejszy (było go więcej) niż z „sieciówki” i co najważniejsze sprężysty, jednocześnie soczysty z bardzo dobrym konturem. Nic się nie snuło, a wybrzmienia były krótkie oraz głębokie. Linia basu czytelna i można było ją śledzić nawet w przypadku dużego spiętrzenia instrumentów. Barwa mogła być lepsza, ale przy pozostałych zaletach nie robiłbym z tego dużego mankamentu. Całościowo transport prezentuje mimo upływu lat poziom referencyjny. Bezpośrednie porównanie Transport 3 ze współczesną technologią z góry wskazywałoby, że wynik testu jest przesądzony. Pewne mankamenty brzmienia są zauważalne i albo skutecznie maskowane, albo nie mające znaczącego wpływu na całokształt przekazu. Podsumowując należy pamiętać, że dCS stawia poprzeczkę bardzo wysoko i z tego starcia transport Sonic Frontiers wyszedł obronną ręką. Szymon, który ma mocno radykalne podejście do tematu CD i uważa, że to już przeszłość słuchając u mnie Transport 3 z dCS’em był bardzo pozytywnie zaskoczony efektem brzmieniowym i różnicami na granicy percepcji.

Konkluzja

Zestaw dCS Bartok (jako przetwornik) w połączeniu z Transport 3 SF daje obcowanie z muzyką na poziomie hi-end bez naciągania faktów. Czym dłużej słuchałem tego, połączenia tym bardziej ulegałem magii tego zestawu. Z każdą kolejną płytą ocena wydawała się coraz trudniejsza, a nawet te minimalne różnice wydawały się mniej oczywiste i zacierały się. Sonic Frontiers, to trochę inna szkoła grania, ale z dCS stworzył duet idealny do wyciśnięcia z płyty CD maksimum możliwości zawartej w tej leciwej i powoli odchodzącej w zapomnienie technologii.

Dane techniczne:

Wyjścia cyfrowe

  • AES/ABU
  • S/PDIF
  • SPDIF
  • Glass-ST
  • I2Se

  • wymiary: 49cm x 40cm x 10cm
  • waga 14,3kg
  • napęd Philips CDM 2 – Pro

Mephisto

8 komentarzy

  1. Obserwuję ten portal od początku i przyznam bez bicia, sądziłem że nie przetrwa bez reklam. Jestem w szoku, że macie tyle wspaniałych urządzeń na testy (ten Sonic to perełka) Udowodniliście, że da się pisać rzetelnie bez forsy dystrybutorów. Wielkie dzięki za ciężką pracę panowie.

    Kushifan
  2. W końcu można przeczytać rzetelną recezję bez napinki. TO się zupełnie inaczej czyta!!! Brak zmyślnych sformuowań, gambitowych wybiegów, elokwencyjnych sztuczek czy DILERSKICH wkrętek, Tu nic nie ma, że jak kupisz to HO HO….
    TYLKO URZĄDZENIE i JA.
    Chylę czoła, ino tak dalej….

    Robcio
    1. Dziękuje. Nie chcę wchodzić w rolę Szymona, bo ten portal to jego dziecko, ale hołduje tej samej zasadzie co Szymon, że zdecydowana większość pasjonatów audio chce czytać rzetelne opinie. Dlatego stawiamy na obiektywne recenzje ponad zmyślne sformułowania.

      Mephisto
  3. Faktycznie uzyskanie dobrego brzmienia z plików nie jest łatwe. Ja dopiero z zestawem Matrixa jestem zadowolony z brzmienia. Dobre CD w tym Integra to dużo łatwiejsza i tańsza opcja, a i nośnik fizyczny fajnie czasem w ręku mieć ;).
    Sprzęt i opis świetne, pomarzyć można. Wygląd bardzo odjechany szczególnie góra i pilot, od czoła piękny subtelny.
    Czekamy na kolejne ciekawe opisy.

    Wingo

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.